Żaneta od początku wiedziała, że zawód kierowcy daje jej coś, czego nie da żadna praca biurowa – niezależność, wolność i możliwość decydowania o własnym czasie. Choć jak wspomina początki były trudne, ale z czasem udało się jej wszystko poukładać. Nie ukrywa, że bardzo pomógł jej w tym mąż, który również jest kierowcą ciężarówki.
O początkach w zawodzie pisaliśmy wcześniej…
Podział obowiązków z mężem w trasie jest jasny. – Śmieję się, że jestem księżniczką. W praktyce większość posiłków jemy w restauracjach przy parkingach lub na promie, czasem zatrzymujemy się na szybkie śniadanie, a resztę dnia spędzamy na jeździe lub zwiedzaniu. Wielu kierowców twierdzi, że nie da się nic zobaczyć w trasie, że trzeba cały czas pilnować ciężarówki. Dla mnie jest inaczej – jeśli wiem, że auto stoi bezpiecznie, po co siedzieć w kabinie? Lubię ruch, nowe miejsca, nowe doświadczenia. Nie lubię tkwić w miejscu, chcę poznawać świat, zwiedzać i doświadczać życia w trasie.

Zdarza się, że podczas długiej trasy zatrzymujemy się na drzemkę lub na krótką kawę. Planowanie to podstawa – wiem, ile zajmie nam droga do kolejnego parkingu, gdzie możemy się zatrzymać na zakupy czy małe zwiedzanie. Dla mnie zawód kierowcy daje poczucie wolności, którego nie doświadczysz w pracy na fabryce czy w biurze. Tu sama decyduję, kiedy i gdzie zatrzymać pojazd, mogę odpocząć, pozwiedzać, a mimo to dotrzeć na czas na rozładunek.

Największą przygodą była nasza pierwsza podróż do Londynu z dziećmi. Pojechaliśmy dwoma ciężarówkami – jedna dla mnie, druga dla męża – każde dziecko podróżowało z nami na zmianę. Plan był dokładnie przemyślany: trzeba było uwzględnić czas promu, załadunek i rozładunek, a jednocześnie zapewnić dzieciom komfort i trochę przyjemności. Cały dzień spędziliśmy w Londynie, chodziliśmy po mieście, pokazywaliśmy im zabytki, odwiedziliśmy znane miejsca i parki. Dzieci były szczęśliwe, my byliśmy szczęśliwi, a satysfakcja z tego, że można pogodzić pracę, pasję i rodzinę, była ogromna.

To doświadczenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że jeśli dobrze się wszystko zorganizuje, życie w trasie i życie rodzinne wcale się nie wykluczają. Po powrocie do domu tydzień spędzam aktywnie – rolki, rower, wycieczki z córką, mecze hokeja, bo córka gra i czasem ją wspieram jako kibic. To czas pełen radości i rodzinnej aktywności. Zawód kierowcy pozwala mi być niezależną, zwiedzać świat, jednocześnie spełniać się jako mama i żona.

Chciałabym powiedzieć wszystkim dziewczynom, które marzą o ciężarówce: nie poddawajcie się. To piękny zawód, który można pogodzić z rodziną i życiem prywatnym. Jeśli naprawdę chcesz, wszystko da się poukładać. Marzyłam o Londynie – pojechaliśmy tam dwoma ciężarówkami z dziećmi. Spędziliśmy cały dzień, dzieci były szczęśliwe, my byliśmy szczęśliwi. To dowód, że jeśli się czegoś pragnie i ma się determinację, wszystko jest możliwe. Dla chcącego nic trudnego. Ja jestem tego najlepszym przykładem.

Do zobaczenia na szlaku 😉
Żaneta










