Co jakiś czas słyszymy, że funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej lub Straży Granicznej wykryli w ciężarówce kontrabandę. Najczęściej chodzi o papierosy bez polskich znaków akcyzy lub susz tytoniowy, rzadziej o narkotyki. Wtedy też pojawia się pytanie, czy kierowca wiedział rzeczywiście, co przewozi i czy jest „zamieszany” w nielegalny przemyt. Najczęściej wówczas jest przesłuchany w charakterze świadka, choć zdarza się, że trafia do 3-miesięcznego aresztu. No chyba, że… kierowcy nie ma.
A tak właśnie było w tej sytuacji, która miała miejsce na jednym z mazowieckich MOP-ów. Zainteresowanie funkcjonariuszy mazowieckiej Służby Celno-Skarbowej, śląskiej Krajowej Administracji Skarbowej i Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej wzbudził zaparkowany zestaw. Co ciekawe, był on otwarty, a w pobliżu nie było kierowcy ani właściciela pojazdu. Do kontroli wykorzystano służbowego psa przeszkolonego do wykrywania tytoniu i okazało się, że w naczepie znajdują się wyroby tytoniowe. I to całkiem w pokaźnej ilości, bo w kartonach było przeszło 16 ton suszu bez polskich znaków akcyzy. Jego szacunkowa wartość została wyceniona na ok. 9,5 mln zł, a gdyby zabezpieczony towar trafił na rynek budżet państwa straciłby prawie 11 mln zł.
W sprawie, w charakterze świadków, przesłuchano dwóch mężczyzn. Dalsze czynności prowadzi MUCS w Warszawie.
Źródło: IAS w Warszawie










