Zawodowo jeżdżę od 7 lat i od razu była to „międzynarodówka” zestawem z cysterną. Początki przypadły na podwójną obsadę i wówczas właściwie na wszystko brakowało czasu, bo najważniejszy był termin i godzina awizacji. Wszystko było napięte do granic możliwości i nie bardzo mi się to podobało, bo chciałem coś przy okazji zobaczyć poza parkingami i strefami przemysłowymi. Zmieniłem więc pracodawcę i okazało się, że jeżdżąc u niego mogę realizować swą pasję, jaką jest zwiedzanie ciekawych miejsc.

Choć szczerze mówiąc, na początku nie była to pasja, ale chęć zobaczenia czegoś, co do tej pory znałem jedynie z telewizji bądź Internetu. Niemniej trzeba chcieć to zrobić, a nie lenistwo zasłaniać dobrem i bezpieczeństwem samochodu.
Jest nawet taka grupa na FB „Zwiedzanie w trasie”, której członkowie podpowiadają, jak można pogodzić pracę z turystyką sugerując parking, na którym warto się zatrzymać. Ale sam staram się wybierać takie, które są najbliżej centrum, ale niekoniecznie do nich jest dobra komunikacja, bo wówczas idę pieszo. I bynajmniej nie są to małe odległości, bo kiedyś w czasie jednej trasy przeszedłem 450 km. Jednego dnia zrobiłem rekord w Madrycie – 64 km, bo wówczas postanowiłem odwiedzić 4 główne stadiony w tym mieście. Nie ukrywam, że mam „fioła” na punkcie zwiedzania takich obiektów i generalnie piłki nożnej.

Choć wiadomo, że gdy zaczynałem „spacerować” to trasy były zdecydowanie krótsze. Kilka kilometrów, potem kilkanaście i to było wszystko. Ale skoro potrafiłem przejść dany dystans, to następnego dnia stawiałem sobie wyżej „poprzeczkę”. Skoro tyle kilometrów chodzę, to nie ukrywam, że moim celem jest przebiegnięcie maratonu…
Uważam, że mój sposób podejścia do aktywności, może spokojnie wykonywać przeszło 90% kierowców. Jeśli ktoś ma problemy z nadwagą czy ze stawami, to nie musi chodzić po parę kilometrów. Można przejść kawałek, potem usiąść i odpocząć. A potem następne kilkaset metrów. I prawdopodobnie okaże się, że ktoś, kto będzie robił to regularnie będzie potrzebował coraz mniej tych „pit stopów”. Bo to o nie w tym wszystkim chodzi, by od razu zostać „biegaczem”, ale by zrobić pierwszy krok w kierunku aktywności i w wolnym czasie wyjść z kabiny.

Generalnie praca kierowcy jest doskonałą okazją, by zobaczyć coś czego nie mielibyśmy okazji pracując na klasycznym etacie. Ale co ważniejsze – wybierając ten zawód, żyjmy tak, by kiedyś nasze zdrowie podziękowało nam za każdą minutę aktywności.
I jeszcze jedno, trzeba w miarę możliwości zerwać z tym „klasycznym” spędzaniem weekendów na parkingach, gdzie często oprócz tłustych potraw z grilla leje się „morze alkoholu”. Więc, by nie brać w tym udziału wolę pójść „przed siebie”, bo jak wrócę, to będę zmęczony wysiłkiem fizycznym, a nie następnego dnia „skacowany”.











