Najpierw ogień w lusterku. Kilka minut później z ciężarówki została spalona rama

Najpierw ogień w lusterku. Kilka minut później z ciężarówki została spalona rama

Nocna trasa, spokojna jazda i nagle coś zaczyna świecić w lusterku. Tak rozpoczął się pożar ciężarowej Scanii, do którego doszło w Tomicach na drodze wojewódzkiej nr 442 w Wielkopolsce.

59-letni kierowca podczas jazdy zauważył ogień wydobywający się z okolic tylnej osi zestawu. Natychmiast zatrzymał ciężarówkę i opuścił kabinę. Chwilę później ogień objął praktycznie cały pojazd. Doszczętnie spłonęła zarówno ciężarówka, jak i przewożony ładunek mięsa drobiowego.

Na szczęście kierowca nie odniósł obrażeń. Policja potwierdziła również, że był trzeźwy.

Wystarczy kilka minut i nie ma czego zbierać

Zdjęcia z miejsca pokazują skalę zniszczeń. Kabina została kompletnie wypalona, a z zestawu została praktycznie sama konstrukcja. I choć wielu osobom wydaje się, że takie sytuacje zdarzają się rzadko, kierowcy zawodowi wiedzą doskonale, że pożary ciężarówek wcale nie należą dziś do wyjątków.

Zwłaszcza teraz, kiedy od kilku dni temperatury mocno poszły w górę, a meteorolodzy zapowiadają kolejne fale upałów. W takich warunkach wystarczy przegrzany hamulec, problem z osią, uszkodzone łożysko albo awaria instalacji elektrycznej i sytuacja potrafi wymknąć się spod kontroli błyskawicznie.

W tym przypadku ogień pojawił się właśnie w okolicach tylnej osi. Trudno jeszcze przesądzać, co dokładnie było przyczyną pożaru, ale doświadczeni kierowcy dobrze wiedzą, że od takich rzeczy często zaczyna się największy dramat. Najpierw delikatny dym, później zapach spalenizny, a po kilku minutach płonie już cały zestaw.

Gasić, jechać dalej czy ratować ciągnik?

I tu pojawia się temat, o którym praktycznie nie mówi się na kursach, a kierowcy często uczą się tego dopiero z doświadczenia albo z filmów oglądanych później w internecie.

Bo co właściwie zrobić, kiedy podczas jazdy pojawia się ogień?

Jedni twierdzą, że nie wolno się zatrzymywać i trzeba jechać dalej, żeby pęd powietrza nie dopuścił do rozprzestrzenienia się ognia pod zestawem. Inni mówią dokładnie odwrotnie — zatrzymać się natychmiast, odpiąć ciągnik od naczepy i ratować to, co się jeszcze da.

Tyle że w praktyce każda sytuacja wygląda inaczej. Jeśli ogień wychodzi już spod osi albo spod naczepy, kierowca często ma dosłownie kilka minut na reakcję. A przecież trzeba jeszcze bezpiecznie zjechać, ocenić sytuację, uważać na ruch wokół i dopiero wtedy próbować działać.

Do tego dochodzi jeszcze stres. Bo łatwo mówi się o wszystkim przed komputerem albo na placu szkoleniowym. Gorzej, kiedy w środku nocy widzisz w lusterku płomienie i wiesz, że za plecami masz kilkanaście ton ładunku.

Najważniejsze, że zdążył uciec

W przypadku pożaru w Tomicach najważniejsze jest jedno – kierowca zachował zimną krew i zdążył opuścić kabinę zanim ogień objął cały zestaw.

Bo ciężarówkę można odbudować albo skasować z ubezpieczenia. Zdrowia i życia już nie.

Źródło: Policja

Sprawdź także