Są sytuacje, w których naprawdę warto zatrzymać się i pomóc. Płonąca ciężarówka na drodze ekspresowej z pewnością do nich należy. Problem pojawia się wtedy, gdy za kierownicą samochodu, z którego wysiada ochotnik do pomocy, siedzi kierowca mający ponad 3 promile alkoholu.
Brzmi niewiarygodnie? A jednak właśnie taki scenariusz rozegrał się na drodze ekspresowej S8.
Policjanci chcieli pomóc kierowcy ciężarówki
Policjanci z Wydziału Konwojowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi wracali po zakończonej służbie, gdy zauważyli płonący ciągnik siodłowy z naczepą. Bez chwili wahania zatrzymali się, zabezpieczyli miejsce zdarzenia i powiadomili służby ratunkowe.
Szybko ustalili również, że kierowca ciężarówki podróżował sam i na szczęście zdążył opuścić pojazd, nie odnosząc obrażeń. Wydawało się, że największym problemem tego popołudnia będzie pożar zestawu.
Nic bardziej mylnego.
Przyjechał, bo chciał pomóc…
Po kilku chwilach przy miejscu zdarzenia zatrzymała się Toyota Corolla. Z auta wysiadł 45-letni mężczyzna, który – jak tłumaczył – zatrzymał się, bo chciał pomóc.
Sęk w tym, że zanim zdążył komukolwiek pomóc, sam przewrócił się na jezdnię. Jeden z policjantów podszedł do niego, sądząc, że mężczyzna źle się poczuł. Wystarczyła jednak krótka rozmowa, by zrozumieć, co jest przyczyną jego problemów. Od kierowcy wyczuwalna była silna woń alkoholu.
Badanie alkomatem nie pozostawiło żadnych złudzeń. Ponad 3 promile alkoholu.
Z pomocnika stał się podejrzanym
W jednej chwili role całkowicie się odwróciły. Mężczyzna, który przyjechał pomagać, sam stał się bohaterem policyjnej interwencji.
Zamiast zbierać podziękowania za obywatelską postawę, został zatrzymany i będzie odpowiadał za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwości. Grozi mu kara do trzech lat pozbawienia wolności.
Dobre intencje nie zwalniają z rozsądku
Trudno odmówić 45-latkowi dobrych chęci. Wielu kierowców po prostu przejeżdża obok zdarzeń drogowych, on postanowił się zatrzymać.
Problem polega na tym, że wcześniej wsiadł za kierownicę mając ponad 3 promile alkoholu w organizmie.
I właśnie dlatego cała historia ma w sobie sporo absurdu. Człowiek, który chciał pomóc uczestnikom zdarzenia, sam okazał się znacznie większym zagrożeniem niż pożar ciężarówki, przy którym zamierzał interweniować.
Można zaryzykować stwierdzenie, że tego dnia policjanci spodziewali się wszystkiego – ognia, utrudnień i akcji ratunkowej. Chyba tylko nie tego, że do płonącej ciężarówki przyjedzie z pomocą kierowca mający ponad 3 promile alkoholu.
Jedno jest pewne. Chęć niesienia pomocy zawsze zasługuje na uznanie. Ale zanim zatrzymamy się ratować innych, warto najpierw upewnić się, że sami nie stanowimy dla nich zagrożenia.
Źródło: Policja, fot. poglądowa (Policja)










