Czy na drogach wciąż trwa syndrom Mad Maxa? Tym razem kierowca busa chciał coś udowodnić

Czy na drogach wciąż trwa syndrom Mad Maxa? Tym razem kierowca busa chciał coś udowodnić

Dokładnie tydzień temu opisywaliśmy sytuację, w której kierowca ciężarówki wyprzedzał samochód osobowy na podwójnej linii ciągłej. Już wtedy zastanawialiśmy się, czy problemem było wyłącznie złamanie przepisów, czy może coś znacznie poważniejszego – potrzeba udowodnienia drugiemu kierowcy swojej wyższości. Do tamtego materiału możecie wrócić tutaj:

Niestety, wydarzenia z ostatnich dni pokazują, że nie był to odosobniony przypadek. Tym razem bohaterem policyjnej interwencji został kierowca busa, który – jak sam przyznał – chciał coś udowodnić kierowcy Jaguara. Tyle że swoją „lekcją” niemal doprowadził do czołowego zderzenia.

Chciał pokazać, kto tu rządzi

Do zdarzenia doszło na drodze krajowej nr 53 w rejonie miejscowości Wach. Policjanci z Mazowieckiej Grupy SPEED zauważyli kierowcę dostawczego busa, który na zakręcie rozpoczął wyprzedzanie, całkowicie ignorując podwójną linię ciągłą. Manewr był na tyle niebezpieczny, że kierowca samochodu jadącego z przeciwka został zmuszony do gwałtownego hamowania i zjazdu na pobocze. W aucie podróżowały trzy osoby. Tylko ich szybka reakcja sprawiła, że nie doszło do tragedii.

36-letni mieszkaniec powiatu ostrołęckiego został ukarany mandatem w wysokości 2000 zł oraz 10 punktami karnymi.

Najbardziej zastanawiające okazało się jednak jego wyjaśnienie. Mężczyzna powiedział policjantom, że zdenerwował go sposób jazdy kierowcy Jaguara i chciał mu… coś udowodnić.

Czym właściwie jest syndrom Mad Maxa?

To określenie coraz częściej pojawia się przy analizie agresywnych zachowań na drogach. Nawiązuje do kultowej serii filmów „Mad Max”, w których drogi przypominają pole walki, a każdy uczestnik ruchu staje się przeciwnikiem.

Psychologowie transportu opisują podobne zjawisko jako zachowanie „gniewnego kierowcy” lub „wściekłego kierowcy”. To osoba, która za kierownicą przestaje traktować drogę jako wspólną przestrzeń wszystkich uczestników ruchu. Zaczyna postrzegać ją jak arenę rywalizacji.

Taki kierowca niemal zawsze się spieszy. Każdy samochód jadący wolniej uważa za zawalidrogę, każdy manewr innego kierowcy odbiera jako prowokację, a zdjęcie nogi z gazu traktuje niemal jak osobistą porażkę. Jest przekonany o własnych ponadprzeciętnych umiejętnościach i za wszelką cenę chce pokazać innym swoją wyższość.

Efektem są agresywne zachowania – jazda „na zderzaku“, używanie klaksonu, miganie światłami, zajeżdżanie drogi czy ryzykowne wyprzedzanie tylko po to, by „dać komuś nauczkę”. Paradoks polega na tym, że nie świadczy to o wysokich umiejętnościach kierowcy, lecz o braku panowania nad własnymi emocjami.

Marka samochodu nie ma tutaj żadnego znaczenia

Łatwo byłoby napisać, że kierowca busa chciał udowodnić coś właścicielowi Jaguara. Tyle że marka samochodu nie ma tutaj najmniejszego znaczenia. Równie dobrze mógł to być kierowca ciężarówki, autobusu, starego kombi czy miejskiego hatchbacka. Problem nie tkwi w tym, czym ktoś jeździ, lecz w tym, co dzieje się w jego głowie.

Jeżeli ktoś uzależnia swoje samopoczucie od tego, czy uda mu się „pokonać” innego kierowcę, prędzej czy później zacznie podejmować decyzje, które zagrażają życiu zupełnie przypadkowych osób.

Tydzień temu ciężarówka. Dziś bus. Jutro kolejny kierowca?

To już drugi podobny przypadek, który opisujemy w ciągu zaledwie tygodnia. W poprzednim materiale zastanawialiśmy się, czy kierowca ciężarówki wyprzedzający na podwójnej linii ciągłej nie próbował przypadkiem udowodnić swojej wyższości kierowcy osobówki.

Dzisiaj kierowca busa sam przyznał policjantom, że właśnie taki był jego cel.

Być może więc największym problemem na polskich drogach nie jest już wyłącznie brawura czy nieznajomość przepisów. Coraz częściej mamy do czynienia z kierowcami, którzy traktują drogę jak pole bitwy, a innych uczestników ruchu jak rywali, których trzeba pokonać.

A przecież ruch drogowy nie jest wyścigiem. Nikt nie rozdaje medali za to, kto pierwszy wyprzedzi, skuteczniej „nauczy“ innego kierowcę czy głośniej użyje klaksonu.

Na drodze nie chodzi o udowadnianie swojej wyższości. Chodzi o to, by wszyscy bezpiecznie dojechali do celu. I warto o tym pamiętać, zanim emocje po raz kolejny wezmą górę nad rozsądkiem.

Źródłó: Policja

Sprawdź także