Jaśnie Pani Kierowniczka – tak mówią na mnie w trasie, a ja sama się tak nazywam. Mam nawet kamizelkę z napisem „Jaśnie Pani Kierowniczka”, którą kupiłam na Master Trucku dwa lata temu i jeżdżę z nią wszędzie. Zawsze powtarzałam, że jak dorosnę, będę jeździć „tirem”. Skończyłam administrację w liceum i próbowałam różnych prac – byłam sprzedawcą, pracowałam w biurze w szkole językowej, na poczcie… nic z tego nie dawało mi poczucia spełnienia. Marzyłam o trasie, o wolności, o tym, żeby samodzielnie prowadzić i decydować, gdzie jadę.

W mojej rodzinie nie było wielkich tradycji kierowców – oprócz wujka i męża, którzy jeździli, nikt nie siedział za kółkiem. Wiedziałam jednak, że jeśli chcę spełnić marzenie, muszę po prostu spróbować. Na początku pracowałam w spedycji w firmie, w której zaczynałam swoje zawodowe kroki. Potem postanowiłam zrobić prawo jazdy kategorii C. Miałam wcześniej kategorię B, ale ciężarówka to zupełnie inny świat.

Egzaminy były wyzwaniem. Część zdałam w Katowicach, część w Bytomiu. Pierwsze podejście do przyczepy zakończyło się niepowodzeniem, bo zapomniałam włączyć światła na placu manewrowym. Kupiłam dwie godziny jazd, pojechałam do Bytomia i wiedziałem że łatwo nie będzie. Instruktor patrzył na mnie z miną, która jasno mówiła: „kobieta powinna być w kuchni, przy garach, a nie za kierownicą ciężarówki”. To było frustrujące i denerwujące, ale zamiast się zniechęcać, postanowiłam udowodnić, że się da i zdałam egzamin. To był cudowny moment – poczułam ogromną ulgę i pewność, że trafiłam na swoje miejsce.

Nie ukrywam, że w trasie spotykam się z różnymi reakcjami. Czasem ludzie patrzą zdziwieni, niektórzy robią wielkie oczy albo machają ręką, ale coraz częściej widzą normalność – kobiety w tej branży stają się codziennością. Bywały jednak sytuacje, które pokazały, że nadal istnieje pewien stereotyp – na załadunku czasami nie chcieli mnie wpuścić, myśląc, że jestem pasażerem. W takich momentach od razu jasno tłumaczyłam: „Nie, ja prowadzę ten samochód, to ja odpowiadam za ten zestaw. Jeśli coś się stanie, konsekwencje poniosę ja, więc wpuśćcie mnie, bo inaczej nie wykonam zadania.” Zazwyczaj działało – ludzie w końcu przyjmowali do wiadomości, że kobieta również może być kierowcą, i z czasem takie sytuacje zdarzają się coraz rzadziej.

Mój mąż, Grzegorz, również jest kierowcą i jeździmy razem w podwójnej załodze na początku. On swoją ciężarówką, ja swoją. Załadunki i rozładunki praktycznie w tych samych miejscach, pilnowaliśmy się nawzajem, żeby wszystko szło sprawnie. Teraz, gdy mamy pełną flotę, jeździmy razem czasem, ale rzadziej. Grzegorz często mówi żartobliwie, że jestem „Jaśnie Pani Kierowniczką”, i trochę w tym prawdy, bo w trasie on częściej gotuje, a ja prowadzę. To doskonały podział obowiązków, który działa idealnie i pozwala każdemu skupić się na tym, co najlepiej potrafi.
Cdn.










