130 tysięcy kilometrów nowych doświadczeń, ale Wojtek nie zamierza zwalniać tempa

130 tysięcy kilometrów nowych doświadczeń, ale Wojtek nie zamierza zwalniać tempa

130 tysięcy kilometrów w ciągu minionego roku, setki załadunków, tysiące decyzji na drodze. Dla większości 23-latków to wciąż abstrakcja, ale nie dla Wojtka. Każdy kilometr to dla niego lekcja, a każdy kurs – kolejny krok w budowaniu własnej drogi w zawodzie kierowcy.

Mam na imię Wojtek i od kilku lat pracuję jako kierowca zawodowy. Kwalifikację wstępną przyspieszoną zrobiłem w wieku 19 lat i od tamtej pory cały czas jestem za kółkiem. Od samego początku pracuję w jednej firmie – Specjał Grupa Kapitałowa. Jeżdżę w branży spożywczej, 12-tonową solówką. To nie była decyzja na chwilę. Chciałem wejść w ten zawód spokojnie, nauczyć się podstaw, poznać realia i dopiero później myśleć o kolejnych krokach. Na razie czuję, że to, co robię, ma sens i daje mi solidne fundamenty.

Codzienność w trasie i pasja do roweru

W roku 2025 przejechałem około 130 tysięcy kilometrów, wyłącznie po Polsce. Głównie jest to północ kraju, ale też Wielkopolska, Lubuskie i południowe rejony obsługiwanego obszaru. Trasy bywają różne – czasem dłuższe, czasem krótsze – ale każda czegoś uczy. Wożę nabiał, piwo, wodę, karmy – wszystko to, co ludzie znają z codziennego życia. Część ładunków realizowana jest w systemie ATP, więc trzeba pilnować temperatury i dokumentacji. To uczy dokładności, odpowiedzialności i tego, że w transporcie nie ma miejsca na przypadek.

Dużym plusem mojej pracy jest to, że praktycznie zawsze nocuję w domu. Godziny powrotów są różne, bo wszystko zależy od trasy i załadunku, ale najczęściej mieszczą się w przedziale od wczesnego poranka do późnego popołudnia – mniej więcej między 6 a 17. Zdarza się, że trzeba przyjechać wcześniej, żeby się załadować, odebrać dokumenty i przygotować auto. To normalne w tej pracy. Ale świadomość, że po robocie wracam do domu, daje komfort i pozwala zachować równowagę. Dzięki temu mogę też znaleźć czas na odpoczynek i swoje pasje.

Rower był u mnie dużo wcześniej niż ciężarówki. Zaczęło się zupełnie normalnie, jak u wielu dzieciaków – od wspólnych przejażdżek z ojcem, dziadkiem i wujkiem. Najpierw była rekreacja, potem coraz częściej wyjazdy w teren i w końcu złapałem bakcyla do kolarstwa górskiego MTB. Zapisałem się do klubu STC Stargard i zacząłem startować w zawodach. Kiedy zaczynałem pracę jako kierowca, próbowałem jeszcze wozić rower ze sobą w trasę, ale po przesiadce na ciężarówkę okazało się to niewykonalne – zwyczajnie brakowało czasu. Skoro codziennie wracam do domu, mogę trenować po pracy. Zazwyczaj robię 20–30 kilometrów, czyli dokładnie tyle, ile później jedzie się na zawodach. Same starty odbywają się głównie w weekendy, więc da się to wszystko pogodzić. Rower to dla mnie reset po trasie i sposób na utrzymanie formy – nie tylko fizycznej, ale i psychicznej.

Każdy kilometr to nauka i narzędzia pracy

Każdy przejechany kilometr traktuję jak naukę. Nie da się nauczyć wszystkiego z dnia na dzień. Każda trasa, każda sytuacja na drodze, każdy załadunek to coś nowego. Dlatego inwestuję też w narzędzia, które pomagają mi w pracy. Korzystam z profesjonalnej nawigacji ciężarowej z aktualnymi danymi o drogach, ograniczeniach i dokładnymi adresami. Trzeba ją czasem podpiąć pod telefon, żeby wszystko było na bieżąco, ale różnica w porównaniu do zwykłych nawigacji jest ogromna. Mniej stresu, lepsze planowanie i więcej spokoju w trasie.

Kontrole drogowe oczywiście się zdarzają, ale zawsze kończyły się u mnie bez problemów. Dokumenty, zabezpieczenie ładunku, plomby – wszystko było w porządku. Pamiętam sytuację, kiedy kontrolował mnie ten sam funkcjonariusz co kilka miesięcy wcześniej i od razu mnie rozpoznał. To miłe uczucie, bo wiesz, że robisz swoją robotę tak, jak trzeba. Dla mnie to potwierdzenie, że warto trzymać porządek i pilnować szczegółów, nawet wtedy, gdy nikt nie patrzy.

Wsparcie, doświadczenie i plany na przyszłość

Moje zaangażowanie zostało też zauważone w firmie. Zostałem doceniony za promowanie zawodu kierowcy i budowanie pozytywnego wizerunku firmy. To było dla mnie duże wyróżnienie. W Specjał Grupa Kapitałowa naprawdę mogę liczyć na wsparcie – zarówno ze strony dyspozycji, jak i starszych kierowców. Jeśli pojawia się awaria, problem z załadunkiem albo trudna sytuacja w trasie, zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże.

Pomoc przychodzi też od innych kierowców, szczególnie zimą. Dużo dały mi rozmowy z bardziej doświadczonym kolegą z branży, Sławomirem z Sosnowca. Pisaliśmy przez Messengera o jeździe w trudnych warunkach, o łańcuchach, o przygotowaniu auta na zimę. To były takie życiowe, praktyczne porady, które naprawdę się przydają. W tej branży doświadczenie starszych kierowców jest bezcenne i warto z niego korzystać.

Myślę też o transporcie międzynarodowym, ale na razie bez pośpiechu. Dobrze czuję się w obecnej firmie i na trasach krajowych. Na ten rok stawiam sobie konkretne cele: przejechać 200 tysięcy kilometrów, wystartować w Mistrzostwach Polski Kierowców Zawodowych w Skwierzynie 8 marca i pojechać kolejny raz na Master Truck – tym razem w większej ekipie. Chcę się rozwijać, ale mądrze. Bez nerwowych decyzji i bez skakania po firmach. Bo w tym zawodzie naprawdę liczy się czas, konsekwencja i to, żeby z każdym kilometrem być coraz lepszym kierowcą.

Sprawdź także