Na drodze S7, w miejscu wyznaczonym do kontroli drogowych, funkcjonariusz Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Pruszczu Gdańskim zatrzymał do kontroli ciężarówkę marki Scania. Za kierownicą – 24-letni kierowca. Młody wiek? Owszem. Młody, ale już wciągnięty po uszy w realia transportu drogowego.
Tachograf obnażył wszystko
Po sprawdzeniu dokumentów policjant sięgnął po dane z tachografu. Specjalistyczne oprogramowanie zrobiło resztę. Przekroczone dzienne normy czasu pracy, źle realizowane przerwy i kompletnie rozjechane odpoczynki. Naruszeń było tak dużo, że nie da się ich zrzucić na nieuwagę, stres czy „pierwsze tygodnie w trasie”.
Osiemnaście naruszeń. Osiemnaście mandatów. 5200 złotych kary.
To już nie jest niewiedza
Nie oszukujmy się. Przy takiej skali nie ma mowy o braku wiedzy. To jest efekt nauki złych nawyków — przekonania, że normy są „umowne”, że tachograf „da się ogarnąć”, a kontrola to coś, co spotyka innych.
Tak właśnie wygląda dzisiejsze „szkolenie” w wielu firmach transportowych: kluczyki do auta, trasa w telefonie i komunikat w stylu „masz zdążyć”. Reszta? Problem kierowcy.
Kara jak kubeł zimnej wody
5200 złotych dla 24-latka to nie jest symboliczna kwota. To realne pieniądze, które w jeździe krajowej mogą pochłonąć większość miesięcznego wynagrodzenia. Jedna kontrola i nagle okazuje się, że miesiąc pracy idzie na spłatę mandatów.
Tak wygląda szybki kurs dorosłości w transporcie drogowym.
Kierowca nie jest jedynym winny
Policjant przekazał sprawę do Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego. Teraz na tapet trafi przewoźnik i osoba zarządzająca transportem. I słusznie, bo takich wyników nie robi się w pojedynkę.
Jeśli młody kierowca regularnie łamie przepisy o czasie pracy, to ktoś wcześniej uznał, że prawo jest mniej ważne niż termin, a normy można naginać, dopóki się nie trafi na kontrolę.
Transport po polsku
Ten przypadek nie jest wyjątkiem. To podręcznikowy przykład tego, jak wygląda transport drogowy w praktyce: presja, brak realnego wdrożenia i udawanie, że wszystko jest w porządku — aż do momentu, gdy tachograf i kontrola pokazują prawdę.
A prawda jest brutalna. Kary płaci kierowca. Firmy rozkładają ręce. System działa dalej.
Ile jeszcze takich 24-latków musi zaliczyć finansową ścianę, zanim ktoś w tej branży zacznie traktować czas pracy kierowcy jak obowiązek, a nie przeszkodę?
Źródło: Policja










