Mam na imię Izabela i pracuję jako kierowca zawodowy w transporcie międzynarodowym. Gdy zrobiłam prawo jazdy kat. B od razu poczułam, że jazda to jest to co mnie „kręci”. Następnie przesiadłam się na samochody dostawcze, kampera, a od pewnego czasu jeżdżę tandemem.
Samochodami interesowałam się od najmłodszych lat, a to za sprawa starszego brata, który miał właśnie takie zabawki. Wolałam je zdecydowanie bardziej od lalek. Gdy dorosłam, skończyłam studia o kierunku logistycznym, będąc przekonana, że z transportem będą miała do czynienia pracując w biurze.
Po licznych rozczarowaniach biurowych doszłam do wniosku, że siedzenie za biurkiem nie jest dla mnie. Pewnego dnia podeszłam więc na placu manewrowym do instruktora, który szkolił „na duże” i zapytałam go, ile taki kurs kosztuje i jakie trzeba spełnić wymagania. Mając już tę wiedzę, długo się nie zastanawiałam i zrobiłam kat. C, a potem E w lipcu 2022 r.
Gdy postanowiłam biuro zamienić na kabinę okazało się, że nie jest to prosta sprawa i nie chodziło o dyskryminację ze względu na płeć, ale brak doświadczenia. Dodatkowym utrudnieniem było poszukiwanie pracy w podwójnej obsadzie, z moim chłopakiem, który jeździł wcześniej tylko na „solówce”. Firmy, do których dzwoniliśmy miały wymagania choćby minimalnego doświadczenia na zestawie. Miałam dwa dni próby jeżdżąc „wanną”, którą pojechałam na Litwę ze szkolącym. Wszystko poszło dobrze, ale że nie było mowy o podwójnej obsadzie z pracy tej zrezygnowałam. Potem trochę pojeździłam Mercedesem „solówką”, aż w końcu znalazłam pracodawcę, u którego jeżdżę wraz z Kubą, właśnie tandemem.
Najtrudniejszym zadaniem w zmianie stylu życia było przystosowanie się do tego, że życie w trasie reguluje tachograf i to jego wskazaniom należy właściwie wszystko podporządkować. Pory pracy, jedzenia, snu oraz treningu. Sprawa była jeszcze trudniejsza, gdyż ze sportem jestem związana od zawsze i nie chciałam zrezygnować z aktywności jeżdżąc ciężarówką.
CDN.














