Pakiet Mobilności miał uporządkować zasady i poprawić bezpieczeństwo na drogach. Tymczasem inspektorzy ITD ujawniają rekordowe naruszenia – kierowcy jeżdżą ponad limity, odpoczywają po kilka godzin na dobę, a pracodawcy kalkulują kary jako koszt biznesu. Bo obecne mandaty po prostu nie robią na nikim wrażenia.
Litewski zestaw na A2
Pierwsza kontrola odbyła się na autostradzie A2 w okolicach Strykowa. Inspektorzy ITD zatrzymali zestaw należący do litewskiego przewoźnika, który wykonywał międzynarodowy kurs z Niemiec na Łotwę.
Szybka analiza danych z tachografu i karty kierowcy wystarczyła, by wyszły na jaw poważne nadużycia. Kierowca regularnie skracał zarówno dzienne, jak i tygodniowe odpoczynki. Co więcej, przez dwa miesiące ani razu nie wrócił do bazy przewoźnika ani do własnego domu, aby odbyć wymagany regularny odpoczynek tygodniowy – obowiązek wprost zapisany w Pakiecie Mobilności.
Efekt? Dziesięć mandatów na łączną kwotę 2900 zł oraz wszczęte postępowania wobec przewoźnika i zarządzającego transportem. W ich przypadku grozi kara do 6850 zł.
Rekord padł tego samego dnia
Tym razem w Małopolsce, inspektorzy zatrzymali pojazd członowy należący do polskiego przewoźnika. I to właśnie tutaj padł niechlubny rekord.
Kierowca w krótkim czasie dopuścił się aż 53 poważnych naruszeń norm czasu pracy. Jeździł bez przerwy nawet ponad dziewięć godzin, a jego odpoczynki trwały… zaledwie dwie i pół godziny na dobę. Łącznie przekroczył dozwolone limity jazdy aż o 61 godzin.
Jakby tego było mało, pojazd nie był w najlepszym stanie technicznym. Inspektorzy wykryli uszkodzone ogumienie i nieszczelności w układzie pneumatycznym. Konsekwencja była oczywista – zatrzymanie dowodu rejestracyjnego i zakaz dalszej jazdy.
Śmiech na sali – kary niższe niż nowe opony
W dokumentach inspektorzy wyliczyli, że przewoźnik powinien zapłacić ponad 104 tys. zł. Ale przepisy są nieubłagane – maksymalna kara to 12 tys. zł. Zarządzający transportem w praktyce dostaje około 1000 zł, a kierowca – mandaty w wysokości 2400 zł.
I tu właśnie leży problem. Skoro kary są tak niskie, że nie pokrywają nawet kosztu kompletu nowych opon do ciężarówki, to czy naprawdę można mówić o skuteczności? Dla wielu firm to po prostu element kalkulacji – taniej zapłacić mandat niż stracić kurs.
Czasami jednak kary są wyższe
Nie oznacza to, że wszystkie przypadki kończą się „śmiesznymi” mandatami. Bywają kierowcy, którzy otrzymują zdecydowanie wyższe kary – przykładem są m.in.:
- kierowca, który przez 56 dni codziennie naruszał dzienny limit czasu pracy – 40 mandatów na łączną kwotę 21 550 zł i zatrzymane prawo jazdy na 3 miesiące (czytaj więcej),
- kierowca z 48 naruszeniami czasu pracy, który również otrzymał grzywnę w wysokości 28 100 zł i sprawa została skierowana do sądu (czytaj więcej).
Pakiet Mobilności bez zębów?
Reforma unijna miała zmienić branżę transportową i poprawić bezpieczeństwo na drogach. Jednak praktyka pokazuje, że dla części przewoźników i kierowców przepisy o czasie pracy to fikcja. A dopóki mandaty i kary będą tak niskie w porównaniu do potencjalnych zysków, dopóty wciąż będziemy czytać o kolejnych rekordzistach, którzy ryzykują zdrowie i życie na drogach.
Źródło: GITD, fot. WITD Łódź










