Nie tak dawno zwracaliśmy uwagę na wyraźną zmianę w postrzeganiu kierowców ciężarówek. Coraz częściej to właśnie oni stają na wysokości zadania, reagują i pomagają eliminować z ruchu nietrzeźwych uczestników ruchu drogowego. Ten stereotypowy obraz „pijanego kierowcy ciężarówki” coraz wyraźniej odchodzi do lamusa.
Niestety, sytuacja, do której doszło w środę na trasie S8 w rejonie Kępna, pokazuje, że pojedyncze przypadki wciąż się zdarzają – i właśnie dlatego nie można ich przemilczać.
Środa, 10:30 i ponad 2 promile
Zgłoszenie, które trafiło do dyżurnego, dotyczyło ciężarówki poruszającej się w kierunku Warszawy. Kierujący miał jechać „wężykiem”, zajmując dwa pasy ruchu i gwałtownie hamując. Już sam opis wskazywał, że sytuacja jest poważna i może stwarzać realne zagrożenie.
Patrol szybko namierzył wskazany pojazd – ciągnik siodłowy z naczepą – i zatrzymał go do kontroli. Badanie trzeźwości 49-letniego kierowcy wykazało ponad 2 promile alkoholu w organizmie.
To moment, przy którym trudno mówić o jakimkolwiek „niedoszacowaniu” czy wątpliwości. W takich wartościach nie ma mowy o syndromie dnia poprzedniego ani o sytuacji, w której ktoś „źle się czuł, ale zaryzykował”. To stan głębokiej nietrzeźwości.
Nie „dzień po”, tylko świadoma decyzja
W zdecydowanej większości przypadków zatrzymań kierowców pod wpływem alkoholu mamy do czynienia właśnie z tzw. syndromem dnia poprzedniego. Ktoś źle oszacował czas potrzebny na wytrzeźwienie, źle się poczuł, ale mimo wszystko ruszył w trasę.
Tutaj ten scenariusz praktycznie odpada. Ponad 2 promile o godzinie 10:30 oznacza jedno – decyzja o wyjeździe w trasę została podjęta w stanie nietrzeźwości lub bardzo krótko po spożyciu alkoholu. Trudno też zakładać, że w takiej sytuacji jakiekolwiek urządzenie pomiarowe mogłoby zmienić decyzję kierowcy. Alkomat bywa pomocny przy granicznych wartościach, ale nie przy tak wysokim stężeniu.
Reakcja innych uczestników ruchu ma znaczenie
Na szczęście w tej sytuacji zadziałał jeden z najważniejszych mechanizmów bezpieczeństwa – reakcja innych kierowców. To właśnie zgłoszenie pozwoliło na szybkie podjęcie interwencji i wyeliminowanie zagrożenia z ruchu.
Warto podkreślić, że dziś nie ma społecznego przyzwolenia na jazdę pod wpływem alkoholu. I nie chodzi wyłącznie o spektakularne zatrzymania czy obywatelskie ujęcia. Często wystarczy jeden telefon na numer alarmowy, by sprawa została rozwiązana, zanim dojdzie do tragedii.
Co grozi kierowcy?
Mieszkaniec powiatu wołomińskiego stracił już prawo jazdy, ale to dopiero początek konsekwencji. Kierowanie pojazdem mechanicznym w stanie nietrzeźwości to przestępstwo, za które grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności.
W praktyce sąd może orzec również wieloletni zakaz prowadzenia pojazdów – najczęściej na okres od 3 do nawet 15 lat. Do tego dochodzi obowiązkowe świadczenie pieniężne na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, które wynosi co najmniej 5 tysięcy złotych, a w przypadku wyższych stężeń alkoholu lub szczególnie niebezpiecznych okoliczności może być znacznie wyższe.
Nie można też zapominać o konsekwencjach zawodowych – w przypadku kierowcy ciężarówki utrata prawa jazdy oznacza w praktyce utratę możliwości wykonywania zawodu.
Incydent, o którym trzeba mówić
Nie zmienia to jednak faktu, że takie przypadki stanowią zdecydowaną mniejszość. Kierowcy zawodowi w ogromnej większości doskonale zdają sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na nich spoczywa, i nie podejmują ryzyka jazdy pod wpływem alkoholu.
Właśnie dlatego takie sytuacje należy pokazywać i analizować. Nie po to, by budować negatywny obraz całej branży, ale żeby jasno zaznaczyć, że na tego typu zachowania nie ma miejsca – niezależnie od dnia tygodnia, pory dnia czy okoliczności.
Źródło: Policja










