Wyścig słoni zakończony widmem 10-letniej odsiadki. Kierowca ciężarówki postanowił „załatwić sprawę” po swojemu

Wyścig słoni zakończony widmem 10-letniej odsiadki. Kierowca ciężarówki postanowił „załatwić sprawę” po swojemu

Zakaz wyprzedzania przez ciężarówki na drogach ekspresowych i autostradach od początku budzi ogromne emocje wśród zawodowych kierowców. Jedni uważają go za potrzebny, inni twierdzą, że w wielu sytuacjach jest niesprawiedliwy i utrudnia pracę. Nie brakuje też przypadków, gdy kierowcy odmawiają przyjęcia mandatu i decydują się dochodzić swoich racji przed sądem.

Jedno jest jednak pewne – jeśli ktoś uważa, że został ukarany niesłusznie, przepisy przewidują odpowiednią drogę postępowania. Można odmówić przyjęcia mandatu i pozwolić, aby sprawę rozstrzygnął sąd.

51-letni kierowca ciężarówki zatrzymany na autostradzie A4 postanowił jednak obrać zupełnie inną drogę. I właśnie dlatego dziś nie odpowie już wyłącznie za wykroczenie drogowe. Nad jego głową zawisło znacznie poważniejsze oskarżenie, za które grozi nawet 10 lat więzienia.

Wyprzedzał mimo zakazu

Do zdarzenia doszło podczas działań „Bezpiecznie po autostradzie, ekspresówce i krajówce” prowadzonych przez funkcjonariuszy Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Złotoryi na autostradzie A4.

Policjanci zatrzymali do kontroli kierowcę samochodu ciężarowego, który nie zastosował się do obowiązującego w tym miejscu zakazu wyprzedzania pojazdów ciężarowych.

Za popełnione wykroczenie funkcjonariusze poinformowali 51-latka o nałożeniu mandatu karnego w wysokości 1000 zł.

190 zł zamiast 1000 zł? Pomysł okazał się fatalny

W tym momencie kierowca postanowił – jak wynika z policyjnego komunikatu – „załatwić sprawę w inny sposób”. Tłumaczył, że bardzo się spieszy, po czym zaproponował policjantom 190 zł w zamian za odstąpienie od wykonania czynności służbowych i niewystawienie mandatu.

Trudno powiedzieć, co bardziej zaskakuje – sama próba wręczenia łapówki czy kwota, którą kierowca uznał za wystarczającą. Efekt był jednak łatwy do przewidzenia. Zamiast zakończyć kontrolę i ruszyć w dalszą trasę, mężczyzna został zatrzymany, przewieziony do jednostki policji i usłyszał zarzut popełnienia przestępstwa.

Mógł iść do sądu. Teraz i tak tam trafi

To właśnie tutaj warto zwrócić uwagę na rzecz, o której wielu kierowców doskonale wie.

Przepisy dotyczące zakazu wyprzedzania przez ciężarówki nadal wywołują liczne dyskusje. Część kierowców uważa, że w konkretnych sytuacjach zostali ukarani niesłusznie i korzysta z przysługującego im prawa do odmowy przyjęcia mandatu. Ostatecznie o ich winie rozstrzyga wtedy sąd. To legalna droga przewidziana przez obowiązujące przepisy. 51-latek postanowił jednak ominąć cały ten proces i spróbował przekonać funkcjonariuszy pieniędzmi. W efekcie zamiast jednej sprawy o wykroczenie będzie odpowiadał również za znacznie poważniejsze przestępstwo.

Grozi mu nawet 10 lat więzienia

Zgodnie z Kodeksem karnym za udzielenie korzyści majątkowej funkcjonariuszowi publicznemu grozi kara od roku do nawet 10 lat pozbawienia wolności.

Kierowca odpowie również za samo wykroczenie polegające na wyprzedzaniu pojazdem kategorii N2 i N3 w miejscu obowiązywania zakazu.

Obie sprawy rozstrzygnie sąd.

Jedna z najdroższych prób „oszczędności“

Ta historia pokazuje, że nawet jeśli ktoś nie zgadza się z decyzją policjantów, próba „dogadania się” nigdy nie jest rozwiązaniem. Mandat można zakwestionować i dochodzić swoich racji zgodnie z prawem.

Wręczenie pieniędzy funkcjonariuszowi nie sprawi jednak, że problem zniknie. Wręcz przeciwnie – bardzo szybko może zamienić wykroczenie drogowe w sprawę karną, której konsekwencje będą nieporównywalnie poważniejsze niż nawet najwyższy mandat za nielegalny „wyścig słoni”.

Źródło: Policja

Sprawdź także