O krok od tragedii. Wyszedł sprawdzić koło, ciężarówka w niego uderzyła

O krok od tragedii. Wyszedł sprawdzić koło, ciężarówka w niego uderzyła

Awaria ciężarówki na autostradzie zawsze oznacza problem. Kierowca musi zatrzymać zestaw, sprawdzić, co się stało i zdecydować, czy może ruszyć dalej, czy potrzebuje pomocy. 19 sierpnia na A1 pod Piotrkowem Trybunalskim taka sytuacja w ciągu kilku sekund mogła skończyć się śmiercią. Kierowca Mercedesa wyszedł z kabiny i znajdował się przy prawym kole, gdy w jego zestaw uderzyła inna ciężarówka. Siła zderzenia przerzuciła mężczyznę przez bariery.

Do zdarzenia doszło tuż przed południem na 352. kilometrze autostrady A1. Jak wynika z ustaleń policji, 36-letni kierowca ciężarówki zasnął za kierownicą. Jego pojazd zjechał na prawy pas i uderzył w stojącego Mercedesa.

Kierowca, który spowodował zderzenie, został przewieziony do szpitala, a później ukarany mandatem w wysokości 1500 zł i 10 punktami karnymi.

Samo zderzenie wyglądało dramatycznie. Mercedes był autotransporterem, a przewożone samochody zostały wyrzucone z pojazdu. Uszkodzenia obu ciężarówek pokazują, z jak dużą siłą doszło do uderzenia. Tyle że rozbite ciężarówki i samochody leżące na jezdni to nie jest w tej historii najbardziej przerażający obraz.

Najważniejszy jest człowiek, który w chwili zderzenia znajdował się obok swojego pojazdu.

Wyszedł sprawdzić koło

Dla kierowcy ciężarówki nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Pojawia się problem z kołem, oponą albo innym elementem pojazdu. Trzeba się zatrzymać i sprawdzić, co się dzieje.

Kierowca Mercedesa właśnie to zrobił. Nie siedział już w kabinie. Był przy prawym kole, kiedy nadjechała ciężarówka. Jej kierowca zasnął i stracił kontrolę nad pojazdem. Zestaw zjechał na prawy pas i uderzył w stojącego Mercedesa.

W takich sytuacjach człowiek znajdujący się obok ciężarówki praktycznie nie ma żadnych szans na reakcję. Nawet jeśli zrobił wszystko, co wcześniej wydawało mu się rozsądne, nie jest w stanie przewidzieć, że kierowca innego zestawu zaśnie za kierownicą.

Tym razem kierowca Mercedesa przeżył. Siła uderzenia przerzuciła go przez bariery. Patrząc na skalę zniszczeń, trudno jednak nie pomyśleć, jak niewiele brakowało do tragedii.

Wystarczyłoby, żeby w chwili uderzenia stał trochę bliżej miejsca kolizji. Wystarczyłoby, żeby został uderzony bezpośrednio przez ciężarówkę. Wtedy mielibyśmy kolejną śmiertelną historię z autostrady.

Problemem nie było tylko to, że zatrzymał ciężarówkę

W komentarzach pod informacją o zdarzeniu wiele osób zwracało uwagę na zachowanie kierowcy stojącego zestawu. Pojawiały się pytania, dlaczego ciężarówka nie została ustawiona w sposób pozwalający w całości wykorzystać pas awaryjny.

I to jest ważny element tej historii.

Nie chodzi bowiem wyłącznie o to, że kierowca wyszedł sprawdzić koło. Problem polega również na tym, że jego zestaw nie znalazł się całkowicie poza pasem ruchu. Część pojazdu wystawała z pasa awaryjnego, przez co znajdowała się bliżej toru jazdy innych ciężarówek.

To oznaczało dodatkowe zagrożenie.

Kierowcy nadjeżdżających pojazdów musieli omijać stojący zestaw, a przy dużej prędkości każdy taki manewr oznacza ryzyko. Wystarczy chwila nieuwagi, zmęczenie albo za późno zauważona przeszkoda.

I właśnie wtedy margines bezpieczeństwa znika.

Dlatego przy awarii nie wystarczy tylko „zjechać na awaryjny”. Trzeba jeszcze zrobić to tak, aby zestaw – na ile pozwala sytuacja – znalazł się możliwie daleko od pasa ruchu.

To nie jest pierwszy taki przypadek

I właśnie tutaj zaczyna się znacznie większy problem. Awaria ciężarówki i wyjście z kabiny nie jest sytuacją, która raz na jakiś czas kończy się groźnym zdarzeniem. Podobne przypadki pojawiają się regularnie.

Kierowcy giną podczas wymiany koła, sprawdzania awarii czy wykonywania innych czynności przy zestawie stojącym na autostradzie lub drodze ekspresowej. Czasami w stojącą ciężarówkę uderza inny zestaw. Innym razem kierowca zostaje potrącony przez samochód osobowy albo dostawczy.

Schemat jest bardzo podobny. Ciężarówka ma awarię. Kierowca zatrzymuje pojazd. Wysiada, żeby coś sprawdzić albo naprawić. I nagle pojazd, który jeszcze chwilę wcześniej był tylko niesprawnym zestawem stojącym na poboczu, staje się miejscem śmiertelnego zagrożenia.

Nie chodzi więc o jeden konkretny wypadek. Chodzi o sytuację, która na polskich autostradach i drogach ekspresowych powtarza się od lat.

I za każdym razem wygląda podobnie: człowiek wychodzi z bezpieczniejszego miejsca, jakim jest kabina, i wchodzi w przestrzeń, w której nie kontroluje już praktycznie niczego.

Na A4 skończyło się śmiercią

Niedawno na e-TRUCKBUS.pl pisaliśmy o tragedii na A4, która pokazuje ten problem jeszcze dobitniej.

Kierowca Scanii zatrzymał się na pasie awaryjnym z powodu uszkodzenia koła. Kiedy wyjmował koło zapasowe z luku znajdującego się po lewej stronie naczepy, został śmiertelnie potrącony przez przejeżdżający pojazd. Sprawca odjechał z miejsca zdarzenia.

Tam kierowca nie miał tyle szczęścia co mężczyzna z A1.

Na A4 doszło do śmierci. Na A1 mamy człowieka, który został wyrzucony przez bariery, ale przeżył.

Dwa różne zdarzenia, ale bardzo podobny problem. Kierowca ciężarówki znalazł się poza kabiną, ponieważ musiał zająć się swoim pojazdem.

I właśnie dlatego trudno traktować takie sytuacje jako zwykły zbieg okoliczności.

Pas awaryjny nie daje bezpieczeństwa

Sama nazwa „pas awaryjny” może dawać złudne poczucie bezpieczeństwa. Ciężarówka nie stoi przecież na pasie ruchu. Jest poza głównym torem jazdy.

Tyle że między stojącym zestawem a pojazdami jadącymi obok często znajduje się zaledwie niewielka przestrzeń.

A jeśli zestaw dodatkowo wystaje z pasa awaryjnego, ta przestrzeń robi się jeszcze mniejsza.

W przypadku kierowcy, który pozostaje w kabinie, przynajmniej część konstrukcji oddziela go od ruchu. Kiedy wysiada i zaczyna pracować przy kole, znajduje się już praktycznie bezpośrednio przy drodze.

A kierowca przejeżdżającego pojazdu może się zagapić. Kierowca przejeżdżającego pojazdu może się zagapić albo zasnąć. Może też stracić panowanie nad zestawem lub zbyt późno zauważyć stojącą ciężarówkę.

Nie trzeba nawet świadomego łamania przepisów. Wystarczy sekunda.

Na A1 właśnie jedna taka sekunda sprawiła, że nadjeżdżająca ciężarówka znalazła się na torze jazdy stojącego Mercedesa.

Awaria ciężarówki nie zawsze daje wybór

Oczywiście nie można powiedzieć kierowcy ciężarówki, żeby przy każdej awarii po prostu niczego nie dotykał. Są sytuacje, w których trzeba sprawdzić pojazd, zabezpieczyć miejsce albo wykonać podstawowe czynności.

Problem zaczyna się wtedy, gdy kierowca traktuje pas awaryjny jak miejsce, w którym można spokojnie przeprowadzić pełną naprawę.

Bo wymiana koła, zaglądanie pod naczepę czy dłuższe szukanie przyczyny usterki oznacza wiele minut spędzonych obok pędzącego ruchu.

I właśnie tutaj warto zadać sobie proste pytanie: czy naprawdę trzeba robić to samemu, dokładnie w tym miejscu?

Czasami odpowiedź będzie twierdząca. Czasami jednak lepszym rozwiązaniem będzie wezwanie pomocy drogowej lub mobilnego serwisu i odejście od pojazdu w bezpieczne miejsce.

Na A4 kierowca zapłacił za próbę usunięcia awarii najwyższą możliwą cenę. Na A1 jego kolega miał ogromne szczęście.

Ile razy jeszcze będziemy to oglądać?

Najgorsze w takich zdarzeniach jest to, że po każdym kolejnym wypadku historia zaczyna się od nowa.

Ktoś ma awarię. Zatrzymuje ciężarówkę i wychodzi sprawdzić, co się stało.
Po chwili może znaleźć się dokładnie w tym samym miejscu, w którym 19 sierpnia znalazł się kierowca Mercedesa.

Dlatego nie chodzi tylko o to, żeby powiedzieć: „miał szczęście”.

Owszem, miał. Ale ten wypadek powinien być również ostrzeżeniem dla tysięcy kierowców, którzy codziennie jeżdżą A1, A2, A4, A8, A18 czy drogami ekspresowymi.

Awaria ciężarówki może zdarzyć się każdemu. Przebita opona, uszkodzone koło czy usterka pojazdu nie pytają, gdzie kierowca akurat się znajduje.

Kiedy jednak trzeba wysiąść z kabiny, ryzyko zmienia się całkowicie.

O krok od tragedii

Na zdjęciach z A1 widać skalę zderzenia. Uszkodzone ciężarówki, rozrzucone elementy i samochody, które spadły z autotransportera, pokazują, jak potężne było uderzenie. A gdzieś w tym wszystkim był człowiek, który chwilę wcześniej po prostu sprawdzał koło.

To właśnie dlatego ten wypadek powinien zostać w pamięci kierowców nie jako kolejne zderzenie dwóch ciężarówek.

To była sytuacja, w której człowiek znalazł się o krok od śmierci, bo jego ciężarówka miała awarię, zestaw nie został całkowicie odsunięty od pasa ruchu, a on sam znalazł się przy kole w momencie, gdy nadjechał inny pojazd.

Tym razem przeżył. Ale podobnych przypadków dochodzi regularnie. Niektóre kończą się tylko strachem, inne ciężkimi obrażeniami, a jeszcze inne śmiercią. I może właśnie dlatego, gdy następnym razem przydarzy się awaria ciężarówki warto zatrzymać się na chwilę i pomyśleć nie tylko o tym, jak szybko naprawić ciężarówkę.

Najważniejsze pytanie powinno brzmieć: jak zrobić to tak, żeby kierowca wrócił z tej drogi do domu.

Źródło: Policja

Sprawdź także