Michał swą aktywność fizyczną zaczął od stawiania małych kroczków

Michał swą aktywność fizyczną zaczął od stawiania małych kroczków

Michał zawodowo jeździ od 17 lat w transporcie międzynarodowym. Gdy stuknęła mu „trzydziestka” zaczął się zastanawiać, czy nie wrócić do aktywności sprzed lat, bo siedząc godzinami w kabinie, się trochę „zastał”.

O jego początkach możecie przeczytać w tym materiale

Zobaczmy więc na czym ta jego zmiana polegała…

Generalnie zacząłem od stawiania tzw. małych kroczków, czyli spacerowałem, potem truchtałem aż w końcu zacząłem biegać. I to coraz dłuższe dystanse, bo czasami wynosiły one nawet ponad 20 kilometrów. Ale z czasem od tego odszedłem i obecnie są to raczej przebieżki maksymalnie po 5 kilometrów. Postawiłem na ćwiczenia fizyczne, czyli np. pompki i gumy TRX, podciąganie na drążku. Wszystko zajmuje mi około 1,5-2 godziny w zależności od pogody, bo na to składa się bieg, rozciąganie i właściwy trening siłowy. Ale staram się nie odpuszczać i gdy np. mocno pada, to ćwiczę w kabinie.

I dlatego, gdy od kogoś słyszę, że nie ćwiczy, bo nie ma na to czasu albo warunków, to te wytłumaczenia do mnie nie przemawiają. Może nie wszystko, ale wiele da się zrobić, gdy tylko człowiek naprawdę tego chce. I co ważne, trzeba mieć dystans do innych. Sam miałem parę razy sytuacje, że rozkładem się ze sprzętem przed samochodem, a obok siedzą kierowcy przy grillu i piwie, którzy komentują specjalnie głośno, bym słyszał, to co robię. A ja robię swoje. Czasami zdarza się, że ktoś podejdzie i zapyta, jak ja na to znajduję czas i motywację. I jak widzę, że ktoś pyta serio, to mu na serio odpowiadam, bo takich ludzi powinno się szanować.

Nie chcę się chwalić, ale udało mi się właśnie kilku kierowców namówić do aktywnego trybu życia, co potem widziałem w ich publikacjach na naszej grupie. Sam bowiem od lat należę do HWT i staram się ludzi cały czas motywować. Klasycznym tego przykładem jest mój imiennik, czyli też Michał, który obecnie biega maratony, gdzieś tam po górach hasa a do tego jeździ na rowerze. Ale zanim złapał do tego „bakcyla”, jeżdżąc na chłodni ważył przeszło 120 kg. By jednak przeszedł tę metamorfozę długo rozmawialiśmy na ten temat. On miał wątpliwości czy sobie z tym wszystkim poradzi, a ja mu spokojnie tłumaczyłem, że nie trzeba się rzucać od razu „na głęboką wodę”, ale by robił tak jak ja, gdy zaczynałem. I by oczywiście zmienił swoje nawyki żywieniowe.

Cdn.

Sprawdź także