Czasem wystarczy sekunda, by na drodze doszło do tragedii. W kwietniu tego roku na DK11 w Boruszowicach kierowca zestawu zdecydował się na manewr, który niemal skończył się czołowym zderzeniem z autobusem miejskim pełnym pasażerów.
Tym razem udało się uniknąć dramatu, ale konsekwencje i tak są poważne. Sprawa trafiła do sądu, a kierowcy grozi grzywna nawet do 30 tysięcy złotych oraz zakaz prowadzenia pojazdów na okres do 3 lat.
Jak wyszła na jaw prawda?
Nie było policyjnego patrolu w pobliżu. Nie było też fotoradaru. A jednak kierowca nie uniknął odpowiedzialności.
O niebezpiecznym manewrze poinformował pasażer autobusu linii 129. Policjanci zabezpieczyli nagrania z kamer monitoringu w autobusie oraz z odcinka DK11. Analiza materiału nie pozostawiła wątpliwości – kierowca ciężarówki zmusił autobus do gwałtownego hamowania, by uniknąć czołowego zderzenia.
Krok po kroku ustalono, kto siedział za kierownicą. W połowie sierpnia tarnogórscy policjanci skierowali do sądu wniosek o jego ukaranie.
Kamera patrzy. Świadkowie też
To zdarzenie pokazuje jedno: od odpowiedzialności na drodze nie da się uciec. Dziś praktycznie każdy autobus, ciężarówka czy samochód osobowy ma kamery. Świadkowie chętnie dzielą się nagraniami z policją, a te nagrania stają się niepodważalnym dowodem.
Kiedyś można było liczyć na to, że jeśli nikt nie zauważy wykroczenia, sprawa rozejdzie się po kościach. Dziś – takie myślenie to złudzenie.
Źródło: Policja










