Milena od dziecka chciała prowadzić ciężarówkę. Oglądała filmiki w Internecie, rozmawiała z kierowcami i zanim się obejrzała sama zaczęła jeździć.
Mój typowy dzień w trasie zaczyna się między piątą a szóstą rano. Ubieram się, biorę psa na spacer, sama korzystam z toalety, wracamy, otwieram auto i ruszam. Kawę piję dopiero po pierwszej pauzie – kanapki, herbata, kawa. Śniadanie przygotowane wcześniej, szybkie i proste: wędlinka, warzywa, chleb. Obiad w trasie? To zależy od dnia. Czasem przekąski typu kabanosy, czasem mogę odgrzać coś przygotowanego w domu. Gotowanie w trasie prawie nie wchodzi w grę – to logistyczne wyzwanie, nawet dla mnie. Swoistym wyzwaniem jest też czasami decyzja, jak spędzić pauzę 45-minutową – wykąpać się czy coś zjeść, bo często tych dwóch spraw nie idzie pogodzić. Osobiście wolę być jednak czysta, choć z pustym brzuchem…

Nie jeżdżę sama – towarzyszy mi Gabi, Parson Russell Terrier. Wzięłam ją, gdy zaczęłam jeździć w pojedynkę – po prostu nie chciałam być w kabinie samotna. Czasem w nocy „rozmawiamy”, w dzień – ona pilnuje spokoju. Oczywiście bywają sytuacje, że jest problem by wspólnie wjechać na teren jakiejś firmy. Wtedy kombinuję – czasem zostawiam ją przy bramie, czasem w klatce przy ochronie.

Poza psem mam też konia. Półtora roku temu spełniłam marzenie i kupiłam Benefica, wałacha czystej krwi arabskiej. Każdą wolną chwilę poświęcam na jazdę, czesanie i opiekę. Pensjonat, w którym trzymam konia, prowadzi właściciel, ale ja też czasem wyrzucam gnój – dla mnie to relaks, oderwanie od kabiny. To moje antidotum na monotonię tras i powtarzalność pracy.

Praca bywa wymagająca – szczególnie na wywrotce czy wannie. Ale komfort, jaki daje pojazd, i fakt, że mogę podróżować po całej Europie, rekompensują trudy. Zwiedzanie? Czasami udaje się podczas weekendów – w Portugalii na przykład przeszłam z psem osiem kilometrów, żeby zobaczyć okolicę. Lubię naturę bardziej niż centrum miast, spokojniejsze miejsca, pola, lasy – tam odpoczywam najlepiej.

Zawód kierowcy uwielbiam. Był czas, że zrezygnowałam na osiem miesięcy, ale wróciłam. Nie wyobrażam sobie robić czegoś innego. Kobiety coraz częściej pokazują, że to nie tylko domena mężczyzn.
Dziewczynom, które zastanawiają się nad zawodem kierowcy, powiem jedno: to nie jest zajęcie dla każdego, zwłaszcza jeśli chodzi o długie trasy i życie poza domem. Ale jeśli ktoś ma marzenie, warto je realizować. Ja robię w życiu to, co kocham – i tego się trzymam.
Do zobaczenia w trasie!











