Wjechał tam, gdzie nie wolno. I to w godzinach, w których zakaz obowiązywał bez żadnych wątpliwości. Gdyby na tym się skończyło, historia prawdopodobnie zamknęłaby się mandatem w wysokości 500 zł i kilkoma punktami karnymi. Problem w tym, że kierowca ciężarówki sam sprowokował kontrolę drogową, która ujawniła znacznie poważniejsze przewinienia.
Policjanci Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji zatrzymali do kontroli zestaw ciężarowy marki Renault z naczepą. Kierujący nie zastosował się do znaku B-5, czyli zakazu wjazdu pojazdów ciężarowych powyżej 16 ton w godzinach od 7:00 do 9:00. Było już po godzinie siódmej rano, więc nie można mówić ani o niejednoznacznym oznakowaniu, ani o pomyłce wynikającej z pory dnia.
Wiedział, że łamie zakaz – czy zlekceważył przepisy?
Znak obowiązywał godzinowo i był czytelny. Trudno więc uciec od pytania, czy kierowca świadomie zignorował zakaz, licząc na to, że „jakoś się uda”, czy po prostu go zlekceważył. Tak czy inaczej, to właśnie złamanie zakazu B-5 zwróciło uwagę policjantów i doprowadziło do kontroli, której skutki okazały się dla kierowcy wyjątkowo dotkliwe.
Już po chwili funkcjonariusze wyczuli od mężczyzny woń alkoholu. To wystarczyło, by przeprowadzić badanie alkomatem.
Syndrom dnia wczorajszego
Badanie wykazało ponad pół promila alkoholu w organizmie kierowcy. Była godzina po 7:00 rano. Kierujący, obywatel Ukrainy, przyznał, że poprzedniego dnia późnym wieczorem spożywał alkohol. Klasyczny syndrom dnia wczorajszego po raz kolejny okazał się realnym zagrożeniem, a nie tylko teoretycznym problemem poruszanym na szkoleniach.
Pojawia się więc kolejne pytanie: czy kierowca zdawał sobie sprawę, że wciąż ma alkohol w organizmie, czy uznał, że kilka godzin snu wystarczy, by bezpiecznie ruszyć w trasę? Niezależnie od odpowiedzi, fakt jest jeden – prowadził pojazd ciężarowy w stanie nietrzeźwości.
Co grozi kierowcy?
W tej sytuacji nie mówimy już o wykroczeniu, ale o przestępstwie. Prowadzenie pojazdu mechanicznego przy stężeniu alkoholu przekraczającym 0,5 promila oznacza odpowiedzialność karną. Sprawa trafi do sądu, który może orzec grzywnę, karę ograniczenia wolności albo karę pozbawienia wolności do dwóch lat.
Obowiązkowym elementem wyroku jest również zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na okres co najmniej trzech lat. Dla kierowcy zawodowego oznacza to w praktyce utratę możliwości wykonywania pracy. Prawo jazdy zostało zatrzymane już podczas kontroli i nie wróci szybko, nawet jeśli sąd zdecyduje się na łagodniejszy wymiar kary.
Dodatkowo sąd musi orzec świadczenie pieniężne na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Jego minimalna wysokość to 5 tysięcy złotych, ale w wielu przypadkach kwota ta jest znacznie wyższa. Do tego dochodzą koszty postępowania sądowego oraz odpowiedzialność za samo złamanie zakazu B-5, które nie znika tylko dlatego, że ujawniono poważniejsze naruszenie prawa.
Jedna decyzja, długie konsekwencje
To kolejny przykład, jak z pozoru drobne wykroczenie może uruchomić lawinę zdarzeń. Gdyby kierowca nie zignorował znaku B-5, tej kontroli mogłoby w ogóle nie być. Gdyby nie alkohol wypity poprzedniego wieczoru, konsekwencje byłyby nieporównywalnie mniejsze.
Tym razem jeden poranek może kosztować go kilka lat bez prawa jazdy, bez pracy i z poważnymi konsekwencjami finansowymi. To lekcja, o której kierowcy zawodowi powinni pamiętać każdego dnia – szczególnie wtedy, gdy wydaje się, że „przecież nic się nie stanie”.
Źródło: Policja










