Funkcjonariusze z Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego w Lublinie zatrzymali do rutynowej kontroli ciągnik siodłowy z naczepą. Zestaw przewoził 20 ton materiałów budowlanych z Lubartowa do Rzeszowa i poruszał się drogą ekspresową S19 w miejscowości Obroki.
Podczas kontroli ITD ujawniła poważne usterki techniczne – brak prawego zacisku hamulcowego na przedniej osi naczepy oraz zaślepiony przewód pneumatyczny. Według inspektorów nie była to nagła awaria, lecz długotrwałe zaniedbanie. Mocno skorodowana tarcza hamulcowa wskazywała, że pojazd od dawna jeździł w takim stanie.
Lubelski Wojewódzki Inspektor Transportu Drogowego wszczął postępowanie administracyjne. Za wykonywanie przewozu drogowego pojazdem z niebezpieczną usterką układu hamulcowego grozi 2000 zł kary, a zarządzający transportem w przedsiębiorstwie – 500 zł. Dowód rejestracyjny pojazdu został zatrzymany, a dalsza jazda będzie możliwa dopiero po naprawie i pozytywnym badaniu technicznym.
Dlaczego nieuczciwe firmy wciąż funkcjonują?
Choć przypadek z S19 pokazuje bezpośrednie zagrożenie dla życia na drodze, tego typu sytuacje wciąż się zdarzają. Wiele firm transportowych działa na granicy prawa i bezpieczeństwa, tnąc koszty wszędzie, gdzie się da. Dlaczego?
1. Trudne realia branży
Spadek liczby frachtów, rosnące koszty paliwa, opłat drogowych i wynagrodzeń sprawiają, że marże wielu firm są minimalne. Dla części przedsiębiorców pokusa „oszczędzania” na serwisie i eksploatacji pojazdów jest większa niż troska o bezpieczeństwo.
2. Symboliczne kary i niskie ryzyko
Kara 2.000 zł dla przewoźnika i 500 zł dla zarządzającego transportem to w praktyce koszt jednego kursu. W ten sposób prawo nie odstrasza, a w rzeczywistości często jest traktowane jako „koszt prowadzenia działalności”.
3. Pazerność i krótkowzroczność
Nie wszystkie przypadki wynikają z trudnych warunków rynkowych. Wielu przewoźników kieruje się prostą kalkulacją: szybki zysk kosztem bezpieczeństwa i zdrowia kierowców oraz innych uczestników ruchu. Naprawa pojazdu czy wymiana części to wydatek, którego wolą uniknąć.
4. Presja na kierowców
Kierowcy często stają przed dramatycznym wyborem: jechać niesprawnym pojazdem, ryzykując życie swoje i innych, albo stracić pracę. „Masz jechać i dowieźć” – takie słowa padają w wielu firmach. To oni stają się pierwszą linią odpowiedzialności, choć decyzje podejmują przełożeni.
Zagrożenie na drodze kontra brak odstraszającego efektu kary
Brak hamulca w naczepie przewożącej 20 ton to realne zagrożenie, które mogło skończyć się tragedią. Tymczasem system kar wciąż pozwala firmom transportowym traktować bezpieczeństwo jak koszt do odhaczenia: kara administracyjna w wysokości 2.000 zł nie robi wrażenia na przewoźniku i nie zmienia jego praktyk.
Dopóki prawo nie zacznie traktować takich wykroczeń jak poważne zagrożenie dla życia, a nie „symboliczny koszt działalności”, na drogach będą pojawiać się niesprawne pojazdy. Konsekwencje poniosą zwykle niewinni uczestnicy ruchu, a kierowcy pozostaną w sytuacji, w której muszą ryzykować, by utrzymać pracę.
Źródło: WITD Lublin










