Święta to dom, a nie parking – list kierowcy, który nauczył się cenić rodzinę

Święta to dom, a nie parking – list kierowcy, który nauczył się cenić rodzinę

Święta… kiedyś wcale ich nie lubiłem. Zwłaszcza przed Bożym Narodzeniem wszędzie panował ten zgiełk, żona kazała sprzątać, dzieci zawracały głowę, a ja byłem po prostu zmęczony po miesiącach tras i godzinach spędzonych za kierownicą. Wolałem dorobić na dodatkowych kursach – wiadomo, każdy kurs to ekstra pieniądze. Święta? Wolałem jeździć niż krzątać się w domu w tym całym harmidrze.

Prawie dwa lata temu wszystko się zmieniło. Moja córka, Hania, zachorowała na poważny nowotwór. Świat stanął mi na głowie. Myślałem, że tych świąt może w ogóle nie dożyje. Każda kolejna godzina poza domem wydawała się wtedy czymś strasznym, czymś, czego nigdy bym sobie nie darował. Na szczęście wszystko idzie w dobrą stronę – Hania powoli wychodzi na prostą. Ale te doświadczenia uświadomiły mi jedno: święta nie są czasem na parkingach, wśród kolegów kierowców, choć to moja codzienność, nie są czasem na pieniądze ani dorabianie kolejnego kursu. Święta są po to, żeby być z rodziną. To właśnie dla niej spędzam te długie godziny za kierownicą.

Od tamtej pory nie wyobrażam sobie, żeby mogło mnie zabraknąć przy Wigilii. Nieważne, ile kursów bym jeszcze zrobił, ile podwójnych, potrójnych stawek mogłoby wpaść – w grę wchodzi tylko jedno: dom, dzieci, żona. Staram się być jak najwcześniej w domu, pomagać w przygotowaniach, spędzać czas z Hanią i młodszym synkiem. Może to wygląda kolokwialnie, może trochę na pokaz, ale czasem człowiek musi zobaczyć, jak wiele może stracić, żeby w ogóle zrozumieć, jak wiele ma do docenienia.

W Internecie wciąż pojawiają się ogłoszenia: „szukamy skoczka między świętami”, „wolny na Nowy Rok” – kiedyś pewnie bym na to spojrzał i nawet by mi przez myśl przeszło. Teraz już nie. Nie potępiam tych, którzy tak robią, bo wiem, że sytuacje bywają różne. Niektórzy nie mają własnej rodziny, niektórzy nie mają domu, a inni chcą wyjechać, żeby choć na chwilę zapomnieć o tym, co złego spotkało ich w życiu. W życiu kierowcy nie wszystko układa się różowo – wiele małżeństw się rozchodzi, rozpada, ludzie czasem zostają sami. Dlatego każdy powinien kierować się tym, co w życiu najważniejsze. W moim przypadku teraz najważniejsza jest rodzina i mam nadzieję, że tak już pozostanie na zawsze.

Wielu kierowców do domu będzie przyjeżdżać na ostatnią chwilę. Będzie gnać, żeby tylko zdążyć na Wigilię. Nie wszystkim się to uda, ale niech też pamiętają, że te kilka minut pośpiechu, czasami ryzykowny manewr na drodze, może spowodować, że do domu nie wrócą. A wtedy tragedia będzie jeszcze większa. Dlatego życzę wszystkim wesołych, spokojnych i rodzinnych świąt – niech te święta będą przede wszystkim bezpieczne. Czasem lepiej dotrzeć spóźnionym, ale całym i zdrowym, niż ryzykować wszystko dla kilku dodatkowych minut.

Choć Hania prawdopodobnie będzie zdrowa, ja podjąłem decyzję – nigdy więcej, jeśli tylko mogę, na święta z domu nie wyjadę. I to nie tylko dla mnie, ale dla mojej rodziny, dla tych chwil, które są niepowtarzalne. Bo kiedy spędzasz długie godziny samotnie na trasie, zaczynasz doceniać każdą minutę przy stole, każdą rozmowę, każdy uśmiech dziecka.

Święta nauczyły mnie czegoś ważnego: praca i pieniądze są potrzebne, ale rodzina jest bezcenna. Dlatego już zawsze, kiedy zbliża się grudzień, wiem jedno – dom, rodzina, święta. Nic więcej się nie liczy. I dlatego cieszę, że tych kilka napisałem domu, w domu, którego przez lata nie doceniałem…

Jan, kierowca ciężarówki, 34 lata, fot. poglądowa

Sprawdź także