Od kilku dni Polska – a szczególnie jej północna część – zmaga się z bardzo trudnymi warunkami pogodowymi. Marznące opady deszczu i śniegu, lokalnie intensywne, doprowadziły do powstania gołoledzi, która sparaliżowała ruch na wielu drogach krajowych i wojewódzkich. Sytuacja jest na tyle poważna, że policja oraz IMGW regularnie wydają komunikaty i alerty, apelując do kierowców o zachowanie szczególnej ostrożności, ograniczenie prędkości i – jeśli to możliwe – rezygnację z podróży.
Problem w tym, że kierowcy zawodowi nie mają tego komfortu. Transport musi jechać niezależnie od pogody, alertów i apeli. Towar nie poczeka, rozkład jazdy nie przesunie się sam, a odpowiedzialność za bezpieczne dotarcie do celu spoczywa w całości na kierowcy – często w warunkach, które z bezpiecznymi nie mają nic wspólnego.
Właśnie w takich realiach doszło do niebezpiecznego zdarzenia drogowego na wysokości miejscowości Kaplityny (gmina Barczewo).
Czołowe zderzenie dwóch ciężarówek
Jak wynika z ustaleń policji, 44-letni kierowca jednego z pojazdów ciężarowych nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze. W efekcie stracił panowanie nad zestawem, zjechał na przeciwległy pas ruchu i czołowo zderzył się z drugim samochodem ciężarowym.
Czołowe zdarzenia w ruchu drogowym należą do najbardziej niebezpiecznych, zwłaszcza gdy mówimy o pojazdach o dużej masie. W przeciwieństwie do klasycznego najechania na tył, gdzie energia rozprasza się w jednym kierunku, zderzenie czołowe oznacza kumulację sił, która bardzo często kończy się tragicznie – ciężkimi obrażeniami lub śmiercią kierowców.
Tym razem jednak doszło do sytuacji wręcz ewenementalnej.
Nikt nie ucierpiał – i to jest najważniejsze
Mimo groźnie wyglądającego zdarzenia żaden z kierowców nie odniósł obrażeń. Policja zakwalifikowała zdarzenie jako kolizję drogową, co przy czołowym zderzeniu dwóch ciężarówek brzmi niemal nieprawdopodobnie.
Można przypuszczać, że prędkości obu pojazdów były stosunkowo niewielkie, co w połączeniu z zachowaniem stref zgniotu i konstrukcją kabin pozwoliło uniknąć tragedii. W takich warunkach to często sekundy, metry i kilka kilometrów na godzinę decydują o wszystkim.
Droga była przez pewien czas zablokowana, a służby usuwały skutki kolizji i zabezpieczały miejsce zdarzenia. Na szczęście obyło się bez konieczności użycia sprzętu hydraulicznego i bez transportu medycznego.
Mandat i punkty – najmniejszy możliwy wymiar kary
Sprawca kolizji został ukarany mandatem karnym oraz punktami. Formalnie sprawa jest więc zamknięta, choć trudno nie odnieść wrażenia, że w tym przypadku kara administracyjna ma drugorzędne znaczenie. Najważniejsze jest to, że nikt nie zapłacił za ten błąd zdrowiem lub życiem.
To zdarzenie po raz kolejny pokazuje, jak zabójcza potrafi być kombinacja złej pogody, ciężkiego pojazdu i choćby minimalnego niedostosowania prędkości. Marznące opady nie wybaczają – ani zawodowcom, ani amatorom.
Dla kierowców ciężarówek to kolejny sygnał ostrzegawczy: w takich warunkach lepiej dojechać później niż nie dojechać wcale. Nawet jeśli presja czasu jest ogromna, a alternatywy brak.
Źródło: Policja










