O Darku pisaliśmy już jakiś czas temu. Opowiadał nam wtedy o swojej przemianie, początkach walki z nadwagą i o tym, jak udało mu się zrzucić pierwsze kilogramy. Na tym jednak nie poprzestał. Zobaczcie, jak dalej rozwija swoją aktywność fizyczną i jak z czasem bieganie stało się jego prawdziwą pasją.
Pierwsze treningi i ćwiczenia w trasie
Na początku zacząłem chodzić na siłownię. Z perspektywy czasu uważam, że powinienem był zrobić to znacznie wcześniej. Dzisiaj każdemu, kto pyta mnie o radę, mówię jedno – nie czekaj. Jeśli tylko masz możliwość, zacznij ćwiczyć od początku swojej przemiany.

Oczywiście trzeba też zachować rozsądek. Gdy ważyłem 134 kilogramy, bieganie nie byłoby najlepszym pomysłem. Bardzo szybko mogłoby skończyć się kontuzją. Dlatego warto zaczynać spokojnie. Nawet zwykły spacer potrafi spalić sporo kalorii i jest świetnym początkiem.
Ja również od spacerów zaczynałem każdy trening. Piętnaście minut marszu wystarczało, żeby rozruszać organizm, pobudzić krążenie i przygotować mięśnie do dalszego wysiłku. Dopiero później przyszło kardio, a z czasem także bieganie. No i oczywiście zmiana jedzenia…

Dzisiaj mam ten komfort, że po zakończeniu pracy mogę trenować w miejscu, w którym nocuję. Wcześniej wyglądało to zupełnie inaczej. Woziłem ze sobą sprzęt do ćwiczeń i trenowałem na parkingach. Czasami wykorzystywałem 45-minutową przerwę, żeby zrobić dwa lub trzy ćwiczenia, a resztę kończyłem po zakończeniu dnia pracy.
Ćwiczenia na parkingu? Dla mnie to żaden wstyd
Wiem, że wielu kierowców wstydzi się ćwiczyć przy ciężarówce. Boją się, że ktoś będzie się śmiał, komentował albo patrzył z politowaniem. Ja uważam zupełnie inaczej. Nie ma się czego wstydzić. Praca nad sobą zawsze jest powodem do dumy, a nie do zażenowania.

Co ciekawe, bardzo często spotykałem się z pozytywnymi reakcjami. Podchodzili inni kierowcy, gratulowali, pytali, jak zacząć. Zdarzało się nawet, że zatrzymywali się kierowcy samochodów osobowych tylko po to, żeby powiedzieć: „Dobra robota, fajnie, że ci się chce”.
Oczywiście zdarzają się osoby, które patrzą z zaciekawieniem, ale przecież zawsze można znaleźć spokojniejsze miejsce na parkingu. A jeśli jest możliwość wejścia na naczepę, to ma się praktycznie własną, prywatną siłownię.

Bieganie stało się moją pasją
Z czasem odkryłem, że najbardziej odpowiada mi bieganie. Trenuję wszędzie tam, gdzie akurat zaprowadzi mnie praca. Raz biegam w okolicach Lipska, innym razem w Dreźnie, Berlinie albo w miejscu, w którym akurat skończyłem dzień pracy.

W tej chwili biegam około 40–50 kilometrów tygodniowo podczas czterech treningów.
Nie mam trenera. Korzystam z zegarka Garmin, który układa mi plan treningowy. Oczywiście dostosowuję go do swoich możliwości i czasu. Czasami trening skracam, bo muszę wracać do samochodu, a czasami go wydłużam. Zegarek biegowy oferuje między innymi funkcje związane z tempem, dystansem i planowaniem treningów.

Jeszcze kilka miesięcy temu marzyłem tylko o ukończeniu półmaratonu w limicie trzech godzin. Dzisiaj pokonuję ten dystans w czasie poniżej dwóch i pół godziny. Dla mnie to ogromny sukces i najlepszy dowód na to, że cierpliwość naprawdę przynosi efekty.
Gdybym miał przekazać kierowcom tylko jedną radę, powiedziałbym: nie odkładaj zmian na jutro. Nie od poniedziałku, nie od pierwszego dnia miesiąca i nie od Nowego Roku. Po prostu zacznij dzisiaj.

Jeżeli się potkniesz, spróbuj jeszcze raz. Każdemu zdarzają się gorsze dni. Każdy może złamać dietę albo odpuścić trening. To nie jest powód, żeby rezygnować. Najważniejsze jest to, żeby następnego dnia wrócić do dobrych nawyków.
Nie ma sensu czekać. Trzeba próbować, uczyć się na własnych błędach i iść do przodu. Będzie ciężko. Ale właśnie wtedy, kiedy jest ciężko, człowiek wie, że naprawdę coś się zmienia.
Dzisiaj patrzę na swoje życie zupełnie inaczej. Jestem sprawniejszy, mam więcej możliwości i wiem, że najlepszą decyzją, jaką podjąłem, było to, że w końcu przestałem szukać wymówek i po prostu zacząłem działać.

Ciąg dalszy nastąpi.










