Rozmowa z Tadeuszem Wilkiem, byłym dyrektorem Departamentu Transportu w ZMPD
Kiedyś był Pan jedną z ważniejszych osób w Zrzeszeniu Międzynarodowych Przewoźników Drogowych. Jakie pełnił Pan funkcje i od czego zaczęła się Pańska praca w ZMPD?
– Od 1999 roku byłem dyrektorem Departamentu Transportu w ZMPD. To był czas, kiedy tworzyliśmy nową ekipę, na czele z sekretarzem generalnym, panem Buczkiem, który później został prezesem. Postawiliśmy sobie za cel zbudowanie departamentu, który realnie prowadziłby politykę transportową w Polsce i wpływał na regulacje oraz standardy w branży. Chcieliśmy, żeby nasze działania miały wymiar strategiczny – zarówno wobec całej branży, jak i instytucji państwowych.
To był okres wejścia Polski do Unii Europejskiej. Jak wyglądała wtedy współpraca z instytucjami państwowymi i europejskimi?
– To był kluczowy moment. Wchodziliśmy do struktur unijnych i musieliśmy wypracować standardy współpracy. Pracowaliśmy z Sejmem, posłami i ministerstwami – nie tylko z tymi związanymi stricte z transportem. Było wiele spotkań, rozmów, negocjacji. Naszym celem było, aby polscy przewoźnicy mogli konkurować w nowej rzeczywistości unijnej, żeby ich głos był słyszalny, a nasze regulacje dostosowane do wymogów wspólnotowych. Myślę, że w dużym stopniu się to udało, bo dzisiaj Polska jest w transporcie międzynarodowym potęgą.
Ponad 30% pracy przewozowej w UE należy do polskich przewoźników. Jak to się przekłada na codzienną pracę branży i odczucia samych przewoźników?
– To jest wysoki udział, absolutnie. Ale branża jest wymagająca i bardzo zmienna. Z jednej strony mamy potężną pozycję w Europie, z drugiej – stale pojawiają się nowe wyzwania, takie jak konkurencja ze strony przewoźników ukraińskich, którzy masowo weszli na rynek i są zdecydowanie bardziej konkurencyjni kosztowo. Nadawcy ładunków szukają więc tańszych opcji, co wpływa na marże polskich firm. To wymusza większą elastyczność i innowacyjność, zarówno w zarządzaniu flotą, jak i w organizacji pracy.
Wielu przewoźników narzeka na trudności i kryzysy. Czy rzeczywiście sytuacja jest gorsza niż kiedyś?
– To jest kwestia perspektywy. Naturalne jest, że zawsze mówi się „jest ciężko, nie da się, wszystko drożeje”. Ale jeśli spojrzymy na liczby i osiągnięcia, widać, że mimo trudności Polska utrzymuje pozycję lidera w Europie. Problem polega na tym, że młodsze pokolenie nie zawsze chce wchodzić do biznesu transportowego, bo widzi trudną pracę, długie godziny i ogromną odpowiedzialność.
Pakiet mobilności jest tego przykładem. Jak wpłynął na polskich przewoźników?
– Pakiet mobilności był dużym wyzwaniem. Pracowałem nad nim kilka lat, uczestniczyłem w rozmowach z europosłami i posłami, starając się znaleźć rozwiązania dla naszych firm. Pakiet został częściowo skorygowany, ale nadal nie jest korzystny dla polskich przewoźników. Największe trudności dotyczą pracy kierowców – powrót do baz, delegowanie, zmiany w organizacji pracy. Firmy muszą wciąż dostosowywać procedury i systemy, co wymaga dużych nakładów finansowych i czasowych.
A młodsze pokolenie przewoźników? Czy dzieci właścicieli firm chcą kontynuować biznesy rodzinne?
– To coraz trudniejsze. Obserwuję to też podczas wykładów na studiach podyplomowych – dzieci przewoźników często podchodzą do mnie i mówią: „Panie Tadeuszu, tata mnie wysłał, żebym się czegoś nauczył”. To jest pozytywne, bo pokazuje, że wiedza jest przekazywana dalej. Ale wielu z nich mówi wprost: „Nie chcemy tego robić, bo to za trudne, za stresujące, nie chcemy pracować 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu”. I tu pojawia się problem – branża potrzebuje ludzi gotowych do pełnego zaangażowania, a młodsze pokolenie często szuka innych dróg zawodowych.
Czy polski transport ma szansę wyjść na prostą w perspektywie najbliższych lat?
– Mamy nadzieję. Sytuacje geopolityczne, jak wojna na Ukrainie, mają duży wpływ na rynek, ale Polska ma ogromny potencjał. Kiedyś praca polskich przewoźników międzynarodowych była oceniana jako piąta na świecie – po Stanach Zjednoczonych, Indiach, Chinach i Niemczech. To pokazuje, że polski transport jest silny, wytrzymały i wciąż może rozwijać się na wysokim poziomie.
Co najbardziej Pana niepokoi, patrząc na przyszłość branży?
– Martwi mnie brak zainteresowania młodego pokolenia, bo praca w transporcie wymaga ogromnego zaangażowania i doświadczenia. Widzę jednak też pozytywne strony – dzieci przewoźników uczą się, studiują, rozwijają wiedzę, co daje nadzieję, że branża będzie się rozwijać w przyszłości. Poza tym zawsze pozostają kwestie regulacyjne, konkurencja, wyzwania finansowe i logistyczne, które trzeba umiejętnie zarządzać.
Dziękujemy za rozmowę.










