Pęknięte tarcze i zdrowy rozsądek inspektorów. Nie każdy patrol byłby tak wyrozumiały

Pęknięte tarcze i zdrowy rozsądek inspektorów. Nie każdy patrol byłby tak wyrozumiały

Kontrola przeprowadzona w miejscowości Granowo mogła zakończyć się znacznie gorzej – przede wszystkim dla kierowcy. Inspektorzy z leszczyńskiego oddziału wielkopolskiej Inspekcji Transportu Drogowego zatrzymali do kontroli zespół pojazdów należący do polskiej firmy transportowej. Podczas szczegółowego sprawdzania stanu technicznego ciągnika siodłowego ujawniono poważną usterkę – tarcze hamulcowe na pierwszej osi były pęknięte na całej powierzchni.

Jak podkreśliła ITD, tarcze w takim stanie mogły w każdej chwili się rozpaść i doprowadzić do zablokowania kół w trakcie jazdy. Inspektorzy zatrzymali dowód rejestracyjny ciągnika siodłowego i zakazali dalszej jazdy do momentu usunięcia usterki.

W komunikacie poinformowano również o wszczęciu postępowania administracyjnego wobec przedsiębiorcy oraz osoby zarządzającej transportem w firmie. Kara pieniężna w łącznej wysokości 2500 zł grozi właśnie tym dwóm podmiotom. Co jednak istotne – w krótkim komunikacie ITD nie pojawiła się żadna informacja o mandacie dla kierowcy. Wszystko wskazuje na to, że prowadzący zestaw nie został ukarany.

Tu zadziałało „życiowe” podejście

I nie jest to przypadek oczywisty. W praktyce drogowych kontroli często bywa tak, że odpowiedzialność – słusznie lub nie – spada również na kierowcę. Tym razem inspektorzy najwyraźniej rozróżnili odpowiedzialność formalną od realiów pracy za kółkiem.

Owszem, kierowca ma obowiązek sprawdzić pojazd przed wyjazdem w trasę. Są usterki, które widać od razu: pęknięta szyba, urwane światło, rozbita lampa czy niesprawne oświetlenie. W takich sytuacjach trudno liczyć na taryfę ulgową.

Pęknięte tarcze hamulcowe to jednak zupełnie inna kategoria. To usterka, której nie da się zauważyć podczas standardowego obchodu pojazdu na placu czy parkingu. Aby ją wykryć, potrzebna jest dokładna kontrola – często na kanale, z użyciem podnośnika lub po demontażu koła. Trudno oczekiwać, by kierowca był w stanie samodzielnie zdiagnozować taki problem.

Przy innym patrolu mogłoby być inaczej

Nie zmienia to jednak faktu, że w podobnej sytuacji wszystko mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej. Wystarczyłby inny patrol, inne podejście do sprawy i ta sama kontrola mogłaby zakończyć się mandatem dla kierowcy – nawet jeśli usterka nie była widoczna na pierwszy rzut oka.

Dlatego trudno mówić tu o regule. To raczej przykład, że wciąż wiele zależy od interpretacji i podejścia konkretnych funkcjonariuszy.

Kara niewielka, zagrożenie realne

Warto też zwrócić uwagę na wysokość sankcji. Kara w łącznej kwocie 2500 zł, rozłożona na przedsiębiorcę i osobę zarządzającą transportem, nie jest szczególnie dotkliwa – zwłaszcza jeśli zestawić ją z realnym zagrożeniem, jakie stwarza uszkodzony układ hamulcowy w pojeździe ciężarowym.

To po raz kolejny pokazuje, że kluczowa odpowiedzialność spoczywa na firmie i systemie obsługi technicznej floty, a nie na samym kierowcy.

Pointa

Ta kontrola pokazuje jedno: czasem o losie kierowcy nie decydują przepisy, lecz ludzkie podejście patrolu. Tym razem inspektorzy ITD zachowali się rozsądnie i „po życiowemu”, rozumiejąc, że nie każda usterka jest możliwa do wykrycia przed wyjazdem w trasę. Ale nie oszukujmy się – przy innym patrolu ta sama sytuacja mogłaby skończyć się mandatem. I to jest problem systemowy, nie kierowcy.

Źródło: WITD Poznań

Sprawdź także