Ten przypadek pokazuje, że w transporcie drogowym błędy techniczne i formalne często się nakładają. Część odpowiedzialności ponosi kierowca, ale równie wiele zależy od organizatora transportu. I nie zawsze można jednoznacznie wskazać jednego winnego…
Na drodze krajowej nr 92 w rejonie Kałuszyna ITD zatrzymała ciągnik siodłowy z chłodnią. Za kierownicą siedział Turek, który – jak się szybko okazało – nie miał obowiązkowego świadectwa kierowcy. Jak nietrudno się domyślić, brak tego dokumentu oznaczał natychmiastowy zakaz dalszej jazdy.
Ale na tym problemy się nie skończyły. Analiza danych z tachografu ujawniła naruszenia przepisów dotyczących czasu pracy – w tym przekroczenia dziennego i dwutygodniowego limitu prowadzenia pojazdu oraz znaczne skrócenie odpoczynków. Dodatkowo w systemie brakowało 18 obowiązkowych wpisów dotyczących krajów rozpoczęcia i zakończenia pracy. W efekcie kierowca otrzymał 21 mandatów na łączną kwotę 3900 zł.
Inspektorzy przyjrzeli się również dokumentom przewozowym. Węgierski przewoźnik zgłosił transport w systemie SENT z błędnym numerem zezwolenia EKMT i nieprawidłowo oznaczył typ przewozu. Zamiast przewozu z tzw. kraju trzeciego (spoza UE), zadeklarowano przewóz dwustronny. To poważne naruszenie, które w świetle polskiego prawa grozi karami administracyjnymi.
Nieprawidłowości dotyczyły również wyposażenia technicznego pojazdu. Całkowita pojemność zbiorników paliwa – zarówno tych w ciągniku, jak i pod naczepą – wynosiła 1910 litrów. To o 410 litrów więcej niż dopuszczają przepisy międzynarodowej umowy ADR, która określa m.in. zasady przewozu towarów niebezpiecznych.
Aby uniknąć odholowania pojazdu na strzeżony parking i dalszych komplikacji logistycznych, wpłacono 14 500 zł kaucji na poczet kar wynikających z trwającego postępowania administracyjnego.
Źródło: WITD Radom










