Informacja o kierowcy ciężarówki zatrzymanym na przejściu granicznym w Dorohusku szybko obiegła media. 46-letni obywatel Ukrainy próbował wjechać do Polski zestawem ciężarowym, mając w organizmie około trzech promili alkoholu. Badanie alkomatem potwierdziło podejrzenia funkcjonariusza Straży Granicznej, który wcześniej wyczuł od kierowcy woń alkoholu. Mężczyzna przyznał, że spożywał wysokoprocentowy alkohol, a dalsze czynności przejęła policja.
Granica to nie kontrola wyrywkowa
Wielu kierowców, którzy decydują się prowadzić po alkoholu, liczy na statystykę. Kontrole drogowe są losowe, nie każdy zostaje zatrzymany, „może się uda”. To złudne, ale niestety powszechne myślenie. W Dorohusku ta logika w ogóle nie powinna mieć zastosowania. Przejście graniczne nie jest miejscem przypadkowym. Kierowca wiedział, że musi się tam zatrzymać, że będzie miał kontakt z funkcjonariuszem, że jego stan zostanie oceniony choćby wstępnie. To nie była sytuacja „może mnie zatrzymają, a może nie”. To był pewnik. Mimo to podjął próbę wjazdu do kraju.
Trzy promile – moment, w którym kończy się racjonalne myślenie
Trzy promile alkoholu we krwi to nie jest stan „po jednym piwie”. To poziom, przy którym znacznie zaburzona jest ocena sytuacji, spada zdolność logicznego myślenia i pojawia się fałszywe poczucie kontroli. Z zewnątrz decyzja kierowcy wydaje się absurdalna. Przecież mógł zatrzymać się wcześniej, przeczekać, wytrzeźwieć, nie podchodzić do granicy w takim stanie. Tyle że alkohol – szczególnie w takiej ilości – skutecznie odbiera zdolność do przewidywania konsekwencji. Przyznanie się do spożywania alkoholu wysokoprocentowego tylko potwierdza, że ten proces trwał dłużej i był świadomy, ale jego skutki zdominowały sposób myślenia.
Cień padający na cały zawód
Każdy taki przypadek natychmiast wraca jak bumerang w komentarzach: „kierowcy tirów piją”, „parkingowe libacje”, „zagrożenie na drogach”. Problem w tym, że ten obraz jest skrajnie nieuczciwy wobec większości branży. Zdecydowana większość kierowców zawodowych to ludzie świadomi odpowiedzialności, trzymający się przepisów i wiedzący, że prowadzą kilkadziesiąt ton i nie ma tu miejsca na ryzyko. Szacunkowo mówimy o 98–99 procentach kierowców, którzy wykonują swoją pracę prawidłowo i odpowiedzialnie. Niestety, wystarczy jeden skrajny przypadek, by wizerunkowo obciążyć całą grupę zawodową.
Jedna decyzja, wiele konsekwencji
Sprawa z Dorohuska nie jest problemem systemowym, tylko dramatycznym przykładem indywidualnej decyzji, która mogła skończyć się tragedią. Dla samego kierowcy oznacza odpowiedzialność karną. Dla branży — kolejny argument używany przeciwko niej w publicznej debacie. Dla opinii publicznej — utwierdzenie się w stereotypach. I właśnie dlatego takie przypadki, choć jednostkowe, są tak groźne. Nie tylko na drodze, ale i dla wizerunku całego zawodu kierowcy zawodowego.
Źródło: Nadbużański Oddział SG










