Zakaz wyprzedzania dla samochodów ciężarowych na drogach szybkiego ruchu obowiązuje w Polsce prawie dwa lata. Od samego początku wzbudzał wiele zastrzeżeń — głównie ze względu na nieprecyzyjny zapis o możliwości wyprzedzania pojazdu jadącego „znacznie wolniej”. Jednak dopiero niedawna akcja policji na drodze ekspresowej S5 pokazała, jak duże emocje wywołuje zarówno sam przepis, jak i sposób jego egzekwowania.
Seria mandatów na S5 — ale w jakich okolicznościach?
Leszczyńscy policjanci drogówki, wykorzystując nieoznakowany radiowóz z wideorejestratorem, w krótkim czasie ukarali kilku kierowców ciężarówek. Każdy z nich miał złamać zakaz wyprzedzania na dwupasmowym odcinku ekspresówki. Według relacji służb kierowcy:
- wyprzedzali policyjny radiowóz oraz inne pojazdy,
- przekraczali dopuszczalną prędkość 80 km/h,
- wykonywali manewry trwające nawet blisko dwie minuty i na odcinku około trzech kilometrów.
Wszystko zakończyło się mandatami po 1000 zł i 8 punktami karnymi. Jeden z kierowców odmówił przyjęcia mandatu — sprawę rozstrzygnie sąd.
Na pierwszy rzut oka — klasyczne wykroczenia. Jednak sposób, w jaki do nich doszło, budzi pytania, które coraz częściej pojawiają się w środowisku transportowym.
Radiowóz jadący 80 km/h – zwykła kontrola czy jednak prowokacja?
Zgodnie z przekazem policji radiowóz poruszał się z prędkością około 80 km/h, czyli z maksymalnym limitem dla ciężarówek. Tyle że ustawowa granica to jedno, a realne warunki ruchu to drugie.
Gdy pierwszy pojazd w kolumnie jedzie dokładnie 80 km/h, a za nim ciągnie się sznur ciężarówek, wystarczy, że jeden zestaw porusza się nieco wolniej, by cała grupa zaczęła hamować. To prowadzi do spiętrzenia ruchu, tzw. harmonijki, a kierowcy muszą nieustannie balansować między bezpieczeństwem a płynnością jazdy.
W takim układzie decyzja o wyprzedzeniu pojazdu, który realnie spowalnia, nierzadko wynika z chęci utrzymania dystansu i uniknięcia gwałtownego hamowania. Jeśli wśród takich pojazdów znajduje się nieoznakowany radiowóz — naturalną reakcją kierowcy jest potraktowanie go jak każdego innego uczestnika ruchu.
To rodzi pytanie:
czy policja rejestrowała zachowania kierowców, czy raczej tworzyła warunki sprzyjające popełnieniu wykroczenia?
To nie jest zarzut. To głos środowiska, które coraz częściej mówi o poczuciu „polowania na mandaty”, a nie o dbaniu o bezpieczeństwo.
Wyprzedzanie – zakaz jest, ale życie swoje
W teorii sprawa jest prosta: na drogach z dwoma pasami w jednym kierunku ciężarówki nie mogą wyprzedzać. Wyjątek dotyczy sytuacji, gdy poprzedzający pojazd jedzie znacznie wolniej, a różnica prędkości wynosi co najmniej 10 km/h.
Tyle że tę różnicę czasem trudno ocenić. Tym bardziej, gdy ruch jest dynamiczny, pojazd z przodu przyspiesza lub zwalnia, a kierowca z tyłu ma ułamki sekund na decyzję.
Nie ma tu miejsca na czarno-białe oceny. Pytanie, czy policja wzięła pod uwagę realia ruchu, czy jedynie skupiła się na literalnym brzmieniu przepisu.
Kary wysokie, ryzyko – jeszcze większe
Wszystkim kierowcom, którzy zostali ukarani, grozi dodatkowe ryzyko: jeśli w ciągu dwóch lat popełnią identyczne wykroczenie, wpadną w tzw. recydywę. Wtedy mandat wyniesie 2000 zł, a do konta dopisane zostanie kolejne 8 punktów karnych. W przypadku kierowców zawodowych to prosta droga do utraty uprawnień, a czasem także zatrudnienia.
W takim kontekście sposób przeprowadzania kontroli ma ogromne znaczenie. Od tego, czy kierowca zostanie w sytuacji wymuszonej, czy rzeczywiście niebezpiecznej, zależy często jego byt zawodowy.
Bezpieczeństwo czy statystyka? Wątpliwość, która wraca
Każdy zakaz i każdy przepis drogowy w założeniu ma poprawiać bezpieczeństwo ruchu. Ale sposób, w jaki jest on egzekwowany, bywa równie ważny jak sama treść przepisów. Jeśli kierowcy odbierają działania policji jako nadmiernie restrykcyjne, nieadekwatne do sytuacji lub wręcz jako formę wywoływania wykroczeń — rodzi się problem.
Zaufanie do służb jest budowane nie przez liczbę wystawionych mandatów, lecz przez jasne i przejrzyste działania. A w przypadku kontroli na S5 wielu kierowców odniosło wrażenie, że akcja bardziej przypominała test cierpliwości kierowców ciężarówek niż troskę o porządek na drodze.
Gdzie leży prawdziwy problem?
Zakaz wyprzedzania ciężarówek ma sens tam, gdzie ogranicza niebezpieczne i długotrwałe manewry. Ale gdy przepisy tworzą warunki konfliktu, a egzekwowanie ich wygląda jak polowanie, efekt może być odwrotny do zamierzonego.
Może więc czas, by przyjrzeć się nie tylko kierowcom, ale także praktykom służb i zastanowić się, czy sposób nadzoru rzeczywiście sprzyja bezpieczeństwu. Bo gdy jedna akcja na S5 budzi tyle kontrowersji, sygnał jest jasny: problem nie leży tylko po jednej stronie.










