Skradziona naczepa podpięta do ciężarówki. Czy kierowca powinien wiedzieć, z czym jedzie?

Skradziona naczepa podpięta do ciężarówki. Czy kierowca powinien wiedzieć, z czym jedzie?

Skradziona naczepa może przez długi czas normalnie pracować w transporcie, zanim służby odkryją jej pochodzenie. W ostatnich dniach Straż Graniczna wykryła dwa takie przypadki – w Korczowej i Terespolu. W pierwszej sprawie funkcjonariusze przesłuchali kierowcę jako świadka, a w drugiej przekazali kierowcę wraz z naczepą Policji. Czy kierowca powinien wiedzieć, z czym jedzie?

To właśnie ten aspekt obu kontroli jest dla kierowców szczególnie interesujący. Odzyskanie skradzionego sprzętu nie budzi żadnych wątpliwości. Zupełnie inaczej wygląda jednak kwestia odpowiedzialności osoby, która siedzi za kierownicą zestawu.

Skradziona naczepa wykryta w Korczowej

10 sierpnia do odprawy granicznej w Korczowej zgłosił się ukraiński kierowca zestawu ciężarowego. Funkcjonariusze Straży Granicznej podczas kontroli sprawdzili między innymi legalność pochodzenia pojazdu.

Mundurowi ustalili, że naczepa marki Wielton figuruje w bazach polskich służb jako poszukiwana. Policja przyjęła zgłoszenie o jej kradzieży 1 sierpnia.

Funkcjonariusze zatrzymali naczepę, a kierowcę przesłuchali w charakterze świadka. Straż Graniczna przekaże sprawę Policji zgodnie z właściwością.

To ważne rozróżnienie. Z informacji Straży Granicznej nie wynika, aby kierowca miał status podejrzanego. Funkcjonariusze potraktowali go jako świadka i w takim charakterze zebrali jego wyjaśnienia dotyczące całej sytuacji.

Dzień później podobna sytuacja w Terespolu

11 sierpnia funkcjonariusze Placówki SG w Terespolu zatrzymali na kierunku wyjazdowym z Polski 39-letniego obywatela Polski. Mężczyzna prowadził zestaw ciężarowy.

Podczas kontroli mundurowi sprawdzili naczepę marki Schmitz. System wykazał, że polskie służby poszukują jej jako utraconego pojazdu.

Według Straży Granicznej naczepa ma szacunkową wartość około 100 tys. zł.

W tej sprawie śledczy rozpoczęli postępowanie przygotowawcze. Funkcjonariusze SG przekazali kierowcę wraz z zabezpieczoną naczepą policjantom z Terespola. Policja prowadzi dalsze czynności.

Sytuacja przypomina więc przypadek z Korczowej, ale służby zastosowały wobec obu kierowców inne procedury. W pierwszej sprawie funkcjonariusze przesłuchali kierowcę jako świadka. W drugiej Policja przejęła kierowcę oraz naczepę do dalszych czynności.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że drugi kierowca wiedział o kradzieży. Śledczy muszą ustalić, jaką wiedzę miał kierowca i czy miał powody, aby podejrzewać, że z naczepą coś jest nie tak.

Czy kierowca ma sprawdzać, czy naczepa nie jest kradziona?

I tutaj zaczyna się temat, który dla branży transportowej może być znacznie ciekawszy niż sama informacja o odzyskaniu kolejnej naczepy.

Wyobraźmy sobie zwykły dzień pracy kierowcy. Dostaje zlecenie, podjeżdża po naczepę, sprawdza jej stan, dokumenty, podłącza ją do ciągnika i rusza w trasę. Czy przed wyjazdem powinien jeszcze sprawdzić, czy naczepa nie figuruje jako skradziona?

Trudno wymagać od kierowcy, żeby przed każdym transportem prowadził własne dochodzenie dotyczące historii pojazdu. Kierowca nie odpowiada przecież za zakup naczepy, jej wcześniejsze użytkowanie czy dokumentację przygotowaną przez właściciela.

W wielu firmach kierowca po prostu otrzymuje konkretny zestaw i wykonuje zlecenie przekazane przez dyspozytora. Jeżeli dokumenty się zgadzają, naczepa wygląda normalnie, a pracodawca nie przekazuje żadnych informacji o problemach, kierowca może nie mieć żadnego powodu, żeby podejrzewać kradzież.

Dlatego sam fakt prowadzenia zestawu ze skradzioną naczepą nie oznacza jeszcze, że kierowca wiedział o jej pochodzeniu.

Kontrola naczepy to normalna rzecz

Warto też pamiętać, że Straż Graniczna regularnie kontroluje pojazdy na przejściach granicznych. Funkcjonariusze sprawdzają dokumenty, dane pojazdów oraz ich legalne pochodzenie.

Takie działania mają oczywiście sens. Złodzieje mogą przecież próbować wprowadzić skradziony sprzęt do normalnego obrotu i wykorzystać go później w legalnym transporcie.

Kierowca może więc przez pewien czas korzystać z naczepy, nie wiedząc, że służby jej szukają.

Dopiero kontrola może ujawnić problem.

Właśnie dlatego kontrole Straży Granicznej są dla branży transportowej ważne. Funkcjonariusze mają dostęp do baz danych i mogą szybko sprawdzić, czy konkretny pojazd figuruje jako utracony.

Skradziona naczepa nie oznacza automatycznie winy kierowcy

Tutaj trzeba rozdzielić dwie kwestie.

Pierwsza dotyczy samej naczepy. Jeżeli służby potwierdzą, że właściciel zgłosił jej kradzież, nie ma wątpliwości, że funkcjonariusze powinni ją zabezpieczyć i ustalić, w jaki sposób trafiła do obecnego użytkownika.

Druga kwestia dotyczy kierowcy. Może on nie mieć żadnej wiedzy o wcześniejszych losach naczepy. Jeżeli pracodawca przekazał mu zestaw do wykonania transportu, a kierowca nie zauważył niczego podejrzanego, sama obecność skradzionej naczepy przy ciągniku nie odpowiada jeszcze na pytanie o jego świadomość.

Sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej, jeśli funkcjonariusze znajdą dodatkowe okoliczności. Podejrzane dokumenty, przerobione numery identyfikacyjne, ślady ingerencji w oznaczenia albo inne wyraźne sygnały mogą skłonić służby do dokładniejszego sprawdzenia kierowcy.

Wtedy śledczy mogą ustalić, czy kierowca wiedział o problemie albo powinien zwrócić uwagę na nieprawidłowości.

Kierowca nie powinien być ostatnim ogniwem całego łańcucha

To szczególnie ważne w transporcie.

Zanim naczepa trafi za ciągnik siodłowy, może przejść przez wiele rąk. Jedna firma ją kupuje, inna zajmuje się finansowaniem, ktoś przygotowuje dokumenty, właściciel przekazuje ją przewoźnikowi, dyspozytor kieruje ją do konkretnego transportu, a na końcu kierowca wykonuje swoją pracę.

Jeżeli problem powstał kilka etapów wcześniej, kierowca może zwyczajnie o nim nie wiedzieć.

Dlatego służby powinny ustalić nie tylko to, kto prowadził ciężarówkę, ale przede wszystkim, co kierowca wiedział i jakie informacje otrzymał przed rozpoczęciem pracy.

Nie można przecież zakładać, że każdy kierowca zna historię każdej naczepy, którą danego dnia podczepia do ciągnika.

Dwa przypadki i dwa różne podejścia

Właśnie dlatego te dwie kontrole Straży Granicznej są ciekawym przykładem.

W Korczowej funkcjonariusze wykryli skradzioną naczepę Wielton, zatrzymali ją, a kierowcę przesłuchali jako świadka. W Terespolu mundurowi znaleźli poszukiwaną naczepę Schmitz o wartości około 100 tys. zł. Następnie przekazali kierowcę wraz z naczepą Policji, która prowadzi dalsze czynności.

Na tym etapie nie należy jednak przesądzać, że którykolwiek z kierowców wiedział o kradzieży. Odpowiedź na to pytanie mogą przynieść dopiero ustalenia służb.

Z punktu widzenia kierowcy najważniejszy pozostaje zdrowy rozsądek. Dokumenty trzeba sprawdzać, na podejrzane sytuacje reagować, a oczywiste nieprawidłowości zgłaszać przełożonym.

Trudno jednak oczekiwać, że przed każdym wyjazdem kierowca będzie sprawdzał całą historię własności naczepy i prowadził dochodzenie, czy przypadkiem kilka dni wcześniej ktoś jej nie ukradł.

Straż Graniczna ma odpowiednie narzędzia i dostęp do baz danych. Kierowca ich nie ma.

I właśnie dlatego kontrole są potrzebne. Pozwalają wykryć skradziony sprzęt także wtedy, gdy osoba siedząca za kierownicą może nie mieć pojęcia, że jedzie z poszukiwaną naczepą.

Źródło: Nadbużański i Bieszczadzki Oddział SG

Sprawdź także