Klasyka z grilla smakuje najlepiej po powrocie z trasy

Klasyka z grilla smakuje najlepiej po powrocie z trasy

Sezon grillowy w pełni. Wiadomo, w trasie nie zawsze jest okazja, żeby rozpalić sobie porządnego grilla. Czasami jakiś grill wpadnie w weekend, ale to jednak nie to samo, co grillowanie we własnym domu z żoną. Dlatego kiedy jestem w domu, stawiam na tak zwaną klasykę.

Musi być kiełbasa, karkówka, piersi z kury i kaszanka. Najlepiej taka od razu z cebulką i wątróbką, bo wtedy naprawdę niewiele więcej jej potrzeba. To są smaki, które chyba nigdy się nie znudzą.

Najpierw na ruszt wjeżdża mięso

Grill zaczynam oczywiście od tego, co najważniejsze, czyli od mięsa. Najpierw na ruszt wjeżdżają kiełbasa, karkówka i kaszanka i „białe mięso” dla Kasi. To jest grillowa klasyka i od niej trzeba zacząć.

Po dwóch tygodniach pracy człowiek szczególnie docenia taki powrót do domu. Można usiąść, rozpalić grilla i w końcu zjeść coś spokojnie, bez pośpiechu. A zapach mięsa z rusztu po powrocie z trasy robi swoje.

Kiełbasa, karkówka i kaszanka to dla mnie zestaw obowiązkowy. Nie trzeba tutaj wielkiej filozofii. Ma być konkretnie, smacznie i tak, jak człowiek lubi.

Warzywa na koniec, czyli wisienka na torcie

Ale wiadomo, że szczególnie w okresie wakacyjno-grillowym człowiekowi chodzą po głowie również warzywa.

U mnie na grillu są pieczarki, cukinia, pomidory koktajlowe i kolorowa papryka. Najlepiej oczywiście w trzech kolorach – zielona, czerwona i żółta. Dzięki temu nie tylko dobrze smakują, ale też fajnie wyglądają na stole.

Grill zaczynam jednak od mięs. A kiedy są już gotowe, człowiek powoli zaczyna się najadać, a węgiel traci swoją największą moc. Wtedy przychodzi czas na warzywa.

Wrzucam je na coraz delikatniejszy żar, żeby spokojnie się dopiekły, zmiękły i złapały ten charakterystyczny, lekko dymny smak. I właśnie dlatego traktuję je trochę jak wisienkę na torcie.

Człowiek zjadł już „mięso” i wydaje mu się, że więcej nie da rady, a potem dorzuca jeszcze trochę tych warzyw. I nagle okazuje się, że jednak miejsce się znalazło. Mniam, mniam, mniam!

Najlepszy grill po powrocie z trasy

Dla mnie właśnie taki grill smakuje najlepiej. Nie wtedy, kiedy człowiek ma mnóstwo wolnego czasu i może godzinami kombinować przy jedzeniu, ale właśnie po powrocie z pracy, kiedy przez dwa tygodnie było się w trasie.

Wtedy nawet zwykła kiełbasa z grilla smakuje wyjątkowo. Do tego kawałek karkówki, dobra kaszanka, a na koniec trochę grillowanych warzyw i człowiek naprawdę może poczuć, że jest w domu.

I chyba właśnie o to chodzi w „Kuchni pod chmurką”. Nie zawsze trzeba wymyślać skomplikowane dania. Czasami najlepszy jest po prostu dobry, sprawdzony grill i produkty, które znamy od lat.

A Wy co wrzucacie na ruszt po powrocie z trasy? Klasyka, czyli kiełbasa, karkówka i kaszanka, czy coraz częściej coś lżejszego?

Pozdrawiam

Waldek

Sprawdź także