Wypadek na DK11 w Garbatce. Toyota zmiażdżona między ciężarówkami. Kto zawinił?

Wypadek na DK11 w Garbatce. Toyota zmiażdżona między ciężarówkami. Kto zawinił?

Do wypadku doszło w piątek, 7 sierpnia, około godziny 11.25 w Garbatce, na drodze krajowej nr 11. Zderzyły się samochód osobowy oraz dwa pojazdy ciężarowe. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda jak kolejny groźny wypadek z udziałem ciężarówki. Jednak w tym przypadku szczególnie istotne jest to, co wydarzyło się kilka sekund przed zderzeniem.

Jeden zatrzymał się przed STOP-em, drugi już nie

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że przed przejazdem kolejowym zatrzymały się pojazdy znajdujące się z przodu. Za ciężarówką znajdowała się Toyota. W pewnym momencie w tył samochodu osobowego uderzyła kolejna ciężarówka. I właśnie ten moment jest kluczowy dla odpowiedzi na pytanie o przyczynę wypadku.

Jeżeli kierowca ciężarówki miał przed sobą stojące pojazdy, jego obowiązkiem było odpowiednio wcześniej dostosować prędkość i zatrzymać zestaw. Masa ciężarówki sprawia, że droga hamowania jest zdecydowanie dłuższa niż samochodu osobowego, dlatego obserwowanie sytuacji przed pojazdem i zachowanie odpowiedniego odstępu ma tutaj fundamentalne znaczenie.

Samo pojawienie się znaku STOP nie powoduje wypadku. Wypadek może spowodować dopiero sytuacja, w której kierowca nie zareaguje odpowiednio na obowiązujące oznakowanie i sytuację na drodze.

Ale właśnie tutaj pojawia się druga część tej historii.

Czy STOP mógł mieć znaczenie?

Przejazd kolejowy w Garbatce nie funkcjonuje obecnie na normalnych zasadach. Od 10 lipca obowiązuje tam zmieniona organizacja ruchu. Powodem są uszkodzone rogatki na przejeździe kolejowym. Wprowadzono ograniczenie prędkości poprzez stopniowanie oraz ustawiono znak STOP. Taka organizacja ruchu ma obowiązywać do końca września. To oznacza, że kierowca jadący tym odcinkiem musi liczyć się z koniecznością zatrzymania pojazdu.

I tu dochodzimy do ciekawego pytania: czy sama organizacja ruchu mogła przyczynić się do powstania zagrożenia?

Teoretycznie nagłe zatrzymanie kilku pojazdów w miejscu, w którym wcześniej ruch odbywał się inaczej, zawsze zwiększa ryzyko najechania. Szczególnie gdy zbliża się ciężki zestaw, którego kierowca musi mieć odpowiednio dużo miejsca na bezpieczne zatrzymanie.

Ale nie oznacza to automatycznie, że można obwiniać znak STOP. Wręcz przeciwnie – jeżeli znak był prawidłowo ustawiony i widoczny, kierowca ciężarówki miał obowiązek odpowiednio zareagować. Dlatego bez dodatkowych ustaleń policji nie można powiedzieć, że za wypadek odpowiadała organizacja ruchu.

Ciężarówka kontra Toyota. Tutaj zadziałała fizyka

Zdjęcie z miejsca zdarzenia pokazuje, co może się stać, gdy samochód osobowy zostanie potraktowany jak element zgniatany pomiędzy dwoma ciężkimi pojazdami. Toyota znalazła się pomiędzy ciężarówką stojącą z przodu i zestawem, który uderzył w nią od tyłu.

Samochód został praktycznie zmiażdżony. I właśnie dlatego zdjęcie może robić wrażenie, jakby w takim wypadku trudno było mówić o osobach, które przeżyły. Tymczasem wbrew dramatycznemu wyglądowi samochodu nikt w tym wypadku nie zginął. Dwie osoby podróżujące Toyotą zostały poszkodowane i trafiły do szpitala. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

To pokazuje również, jak bardzo wygląd rozbitego pojazdu może różnić się od rzeczywistych skutków wypadku.

Czy tego wypadku można było uniknąć?

Najbardziej prawdopodobny mechanizm jest prosty: pojazdy znajdujące się przed ciężarówką zatrzymały się, a jadący za nimi zestaw nie zatrzymał się w porę.

Jeżeli potwierdzą to dalsze ustalenia policji, odpowiedzialność za samo najechanie będzie przede wszystkim po stronie kierowcy ciężarówki.

Nie można jednak na podstawie samego zdjęcia odpowiedzieć, dlaczego nie zdążył się zatrzymać.

Czy jechał zbyt szybko? Czy zachował odpowiedni odstęp? Czy dostatecznie wcześnie zauważył stojące pojazdy?
Czy jego reakcję utrudniały warunki na drodze albo organizacja ruchu?

To właśnie powinno zostać ustalone w toku postępowania.

W przypadku ciężarówki nie wystarczy powiedzieć: „przecież kierowca widział samochód przed sobą”. Trzeba sprawdzić prędkość, ślady hamowania, stan techniczny pojazdu, czas reakcji kierowcy i dokładne położenie pojazdów.

Dopiero wtedy można jednoznacznie powiedzieć, czy był to błąd kierowcy, czy na powstanie zagrożenia wpłynęły również inne czynniki.

Ten przejazd już wcześniej był miejscem tragedii

Warto przy tym pamiętać, że Garbatka nie jest przypadkowym miejscem.

25 maja na tym samym przejeździe doszło do tragicznego zderzenia pociągu z ciężarówką. Zginął wówczas kierowca samochodu ciężarowego, a kilkanaście osób podróżujących pociągiem zostało poszkodowanych. Po tamtym zdarzeniu temat bezpieczeństwa tego przejazdu stał się szczególnie głośny. Mieszkańcy od lat zwracali uwagę, że sam znak STOP nie zapewnia wystarczającego poziomu bezpieczeństwa.

Teraz, kilka miesięcy później, doszło tutaj do kolejnego poważnego zdarzenia. Tym razem nie był to pociąg, lecz ciężarówka, która najechała na stojącą przed przejazdem Toyotę.

Znak STOP nie zatrzyma ciężarówki

I chyba właśnie to jest najważniejszy wniosek z tego wypadku. Znaki mogą nakazywać zatrzymanie, ale ostatecznie zatrzymać pojazd musi kierowca.

W przypadku ciężarówki odpowiedzialność jest jeszcze większa. Kilkadziesiąt ton rozpędzonego zestawu nie zatrzyma się w miejscu. Kierowca musi przewidywać sytuację znacznie wcześniej niż prowadzący samochód osobowy. W Garbatce wszystko wskazuje na to, że kilka sekund i kilka metrów zdecydowało o tym, że Toyota znalazła się pod naczepą.

Tym razem skończyło się na dwóch osobach poszkodowanych.

Źródło: Policja

Sprawdź także